W serialu „Prokurator” wcielasz się
w postać policjanta, Witolda Kielaka. Jesteście do siebie podobni?

Witold Kielak – tak jak ja – jest ekstrawertyczny, podchodzi do świata z dystansem i umie się z siebie śmiać. Za to go lubię. Oczywiście ma też sporo moich cech:
głos, mimikę, emocje, bo tego nie da się uniknąć.
Za każdym razem uczę się od bohaterów czegoś o sobie, odkrywam nieznane mi dotychczas cechy charakteru. 

Są wyzwania aktorskie, których byś się nie podjął?

Potrzebowałbym dobrego uzasadnienia, by rozebrać się i zagrać ostrą scenę seksu. 

Naprawdę? Jeszcze kilka lat temu swobodnie wypowiadałeś się w wywiadach na temat seksu.

Nie pamiętam. Chyba się zestarzałem. Seks to intymność. A intymność zostawiam dla siebie i ukochanej osoby. Ostatnio zagrałem scenę seksu w „Służbach specjalnych” z Kamillą Baar i nie było to łatwe, mimo że od lat się znamy i sobie ufamy.

Kiedy do Ciebie zadzwoniłem, powiedziałeś, że masz niewiele czasu na spotkanie, bo żyjesz w biegu. Dużo pracujesz, uzależniłeś się od tego?

Lubię pracować, ale znajduję też czas na przyjemności. Sporo trenuję, głównie sztuki walki. Muszę być w dobrej formie. Sport pełni też w moim życiu funkcje terapeutyczne – pozwala zapomnieć o problemach.

Odpoczywasz w domu?

Lubię imprezować, nawet bardzo. Ale już nie tak
intensywnie jak kiedyś. Cztery lata temu zostałem ojcem, mam cudowną córkę Marysię. Siłą rzeczy imprezowanie w hierarchii wartości odrobinę się zdeklasowało.

A co tacierzyństwo zmieniło w Twoim życiu?

Jestem bardziej odpowiedzialny i konsekwentny niż kiedyś. Narodziny dziecka sprawiły, że mam więcej motywacji i – paradoksalnie – energii! Wiem, że mam dla kogo żyć.

Marysia jest do Ciebie podobna?

Urodę odziedziczyła po mamie (aktorce Karolinie Gorczycy – przyp. red.), a charakter po mnie. Jest radosna, wszędzie jej pełno. Lubi, jak każda mała dziewczynka, bawić się lalkami, ale nie ma problemu, by wspinać się na drzewa z kolegami. Potrafi też podać mi odpowiedni klucz, kiedy naprawiam swój 30-letni samochód. 

W wychowywaniu córki przypominasz swojego ojca?

Mój ojciec jest wyciszonym, spokojnym gościem. Dużo bliżej mi do mamy, która nie ukrywa swoich emocji. Bywam niekonsekwentny, lubię rozpieszczać Marysię, ale uczę się stanowczości. Chcę być dla niej autorytetem, tak jak moi rodzice dla mnie.

Możesz na nich liczyć?

Rodzice są dla mnie kołem ratunkowym w trudnych
sytuacjach życiowych i przyjaciółmi. Przeżyłem kilka poważnych wypadków. Raz prawie otarłem się o śmierć, kiedy podczas próby w teatrze popisywałem się przed kolegami i spadłem z kilkunastu metrów. Mama zajmowała się mną podczas pobytu w szpitalu i rehabilitacji. Czuła, wyrozumiała, z pokorą znosiła moje humory. 

To do niej jako pierwszej dzwonisz w sytuacjach kryzysowych?

Mama reaguje emocjonalnie, kiedy dzieje mi się coś złego. Dlatego najpierw dzwonię do siostry, ona ma więcej dystansu. Jesteśmy ze sobą blisko, przyjaźnimy się. 

O kobietach też rozmawiacie? 

No jasne! Marta jest specjalistką od spraw sercowych, wiem, że mogę jej zaufać. 

Masz świetną passę, grasz w filmach i serialach. Aktorstwo pozwala Ci godnie żyć?

Nie mam wielkiego majątku – mieszkam w 50-metrowym mieszkaniu, jeżdżę używanym samochodem… Chciałbym nauczyć się oszczędzać, ale to trudne, bo lubię żyć tu i teraz. 

Jesteś rozrzutny?

Nie mogę myśleć tylko o sobie, muszę zapewnić byt córce. Mój zawód jest niestabilny, dlatego staram się zabezpieczyć na wypadek braku zleceń. Mam tytuł instruktora
I stopnia w defendo, skandynawskiej krav madze. 

To Twój plan B, na wypadek gdyby telefon przestał dzwonić?

Jak mówią aktorzy, jest tyle zawodów na „A”… (śmiech) Poradzę sobie – skończyłem technikum geodezyjne, umiem malować, nieźle gotuję… Mam też kilku bogatych kumpli i świadomość, że kiedy jedno się kończy, drugie zaczyna. W końcu nic nie trwa wiecznie.