Sylwio, czy zawsze rozpiera Cię taka energia jak w tej chwili?
Od dziecka przepełnia mnie energia. Ciągle jestem w biegu, mało śpię... Właśnie przyleciałam na kilka dni do Polski i jutro wracam do Stanów. Życie w ruchu jest piękne! Ale czasem miewam też dni, kiedy jestem smutna.

Naprawdę?
Nie uprawiam sztucznej filozofii sukcesu. Życie składa się też ze smutku. Ważne, żeby umieć myśleć pozytywnie. Myślenie negatywne uruchamia pesymizm. I zaczynamy być negatywnie nastawieni do świata, do życia, do rodziny i do siebie.

Radzisz, żeby nie skupiać się na rzeczach przykrych, ale to nie takie proste. Jak to się robi, kiedy zima za oknem?
Unikam ludzi z negatywną energią i takim nastawieniem do życia. Nie warto narzekać, świat zdecydowanie jest na to zbyt piękny. Odcinam się od złej energii i staram się otaczać ludźmi, z którymi przebywanie jest przyjemnością. Ja też do ich życia – mam nadzieję – wnoszę i radość, i szczęście. Moja metoda ćwiczeń Tonique gwarantuje piękno wewnętrzne i zewnętrzne.

Tonique jest wyjątkowa, bo nie sprowadza się wyłącznie do diety i wymachiwania nogą, ale do zmiany sposobu myślenia o życiu i o sobie.
Tonique to życie bez limitów! Moja metoda jest bardzo intensywna i wymaga zaangażowania całego ciała i umysłu. Nie stworzyłam jej dla siebie, ale dla kobiet z całego świata, które są na różnych etapach życia i zadają sobie pytanie, jakie chciałyby być w przyszłości. Tonique sprawia, że czterdziestolatki czują się jak dwudziestolatki! Kiedy zaszłam w ciążę, wszyscy mi powtarzali, że nigdy nie wrócę już do dawnej figury. A dziś czuję się młodziej, niż dziesięć lat temu przed urodzeniem pierwszego dziecka, Aleksandra. Tonique dostarcza mi siły nie tylko dla ciała, ale także umysłu i zmysłów.

Ile godzin dziennie ćwiczysz?
Codziennie przez dwie godziny. W weekend trenuję bieganie na dystansie 10-15 km w różnym tempie. Nie wyobrażam sobie życia bez ruchu. Kiedy jesteśmy małymi dziećmi, każdy z nas dużo się rusza. Później ta naturalna potrzeba zanika. Sporadycznie spacerujemy czy podbiegniemy do autobusu... A przecież nie musi tak być! Dla mnie ruch to klucz do zdrowego i szczęśliwego życia.

A dieta? Pewnie niewiele jesz...
Wręcz przeciwnie! Kocham jedzenie – mój talerz to tęcza smaków. Gotuję codziennie! Historia mojego życia to podróż przez kuchnie świata. Właśnie skończyłam pisać książkę na ten temat. Zajęło mi to ponad dwa lata. Nie stosuję jakiejś specjalnej diety, ale wierzę w jedzenie prawdziwego, nieprzetworzonego pokarmu. W Tonique nie używam słowa „odchudzanie”, bo trenujemy nie po to, żeby być szczupłym, tylko żeby być zdrowym. Niektórzy mówią na przykład, żeby nie jeść chleba, a ja kocham chleb! Dlaczego więc miałabym z niego rezygnować?

I nie masz w ogóle brzuszka?
Trzeba jeść zdrowy chleb, a brzuch wciągać cały dzień! Żartuję. Płaski brzuch mam dzięki zdrowemu jedzeniu i metodzie Tonique. Są oczywiście dni, kiedy mój organizm domaga się czekolady, lodów czy wielkiej ilości nabiału. Słucham go. Przed miesiączką najbardziej smakują mi lody.

Czyli ruch i zdrowe jedzenie, bo jedno bez drugiego nie istnieje. Ale Ty włączyłaś do Tonique jeszcze myślenie o sobie.
Tak, bo kobieta musi stać się trochę… egoistyczna. Jesteśmy zaprogramowane przez społeczeństwo, nasze mamy, babcie i mężów, że powinnyśmy poświęcać się innym. Więc gdy wykorzystujemy czas tylko dla siebie, czujemy się winne. A to dla nas niekorzystne. Sprawia, że się objadamy, zaniedbujemy... My same lądujemy dopiero na końcu listy wszystkich naszych obowiązków. Najważniejsze są dzieci, potem mąż, który oczekuje, że będziesz stuprocentową żoną, matką, kochanką i sprzątaczką. Pod koniec dnia brakuje nam już energii, więc idziemy spać. Wstajemy zmęczone i niezadowolone z siebie, i tak lata lecą!

 

Jak połączyć role kochanki i kucharki?
Nie jest to łatwe, bo trzeba sprzeciwić się normom społecznym. Poprzez Tonique chcę sprawić, by każda kobieta była niezależna, czuła się piękna i pożądana! Na pewno mi się to uda. Już się udaje! Seks jest bardzo ważny w małżeństwie. Ma również wpływ na pewność siebie kobiety. Na początku, kiedy jesteśmy zakochani, nieustannie się dotykamy i obejmujemy, nie wstydzimy się partnera, uprawiamy seks przy włączonym świetle. A po urodzeniu dzieci u większości kobiet seksapil zanika, bo czują, że jako matki już nie mogą być sexy, że to raczej nie wypada.

Jesteś zdania, że kobieta nie zajmuje się dobrze dzieckiem czy mężem, jeżeli nie zadba o siebie?
Oczywiście! Ale musi mieć też wsparcie męża. Jeśli żona nie jest szczęśliwa, odbija się to na małżeństwie. Nie będziesz dobrą mamą, myśląc o tym, jaka jesteś nieszczęśliwa w swoim ciele. Kiedy gotuję lub ćwiczę, moje dzieci są przy tym obecne, widzą, że to moja pasja. Czasami nawet pokazują mi coś i pytają: „Mamo, a zrobisz takie ćwiczenie?”. Moja córka Zosia chodzi na gimnastykę artystyczną i wynajduje figury, których nie potrafi zrobić. (śmiech)

Żyjesz w biegu. Udaje Ci się poświęcić sensownie czas dzieciom?
Staram się tak ułożyć grafik, żeby zawsze mieć dla nich czas. Wstaję bardzo wcześnie. W sobotę Aleksander ma piłkę nożną, a Zosia gimnastykę – mam więc wtedy półtorej godziny dla siebie. Zamiast siedzieć i na nie patrzeć – choć niektóre mamy mogą mnie za to krytykować, że nigdy nie patrzę na dzieci, gdy uprawiają sport – sama biegam i ćwiczę!

Bycie mamą ma jednak swoje prawa…
My, kobiety, walczymy o prawa, chcemy być niezależne i silne, chcemy pracować i dostawać takie samo wynagrodzenie jak mężczyźni, kończymy studia, idziemy do pracy na kilka lat i zakładamy rodziny. Smutne jest to, że często właśnie wtedy kończymy karierę i przestajemy używać mózgu. Gdy w wieku 18 lat nasze dzieci wyprowadzają się z domu, zostajemy w pustym gnieździe. Gdy zaniedbamy siebie, swój umysł i relację z mężem, wtedy dochodzi do rozwodów. Walczę z tym i codziennie chcę dać dziewczynom zastrzyk energii i pewności siebie. Chcę je zachęcić do edukacji i realizacji marzeń i planów. Każda z nas może być piękna, kochać życie i robić to, co lubi. Warto się zastanowić, jaka będziesz za 5, 10 i 15 lat.

Jesteś dla mnie szalona także dlatego, że rzuciłaś pracę na giełdzie w Londynie i zajęłaś się fitnessem…
Moja podróż i edukacja zaczęły się od Perth w Australii, potem przeniosłam się do Stanów Zjednoczonych, następnie do Sieny we Włoszech. Po studiach na Uniwersytecie Notre Dame opuściłam Stany i wyjechałam do Londynu w poszukiwaniu pracy. Na giełdzie pracowałam cztery lata, dwa na obligacjach niemieckich i dwa w Cantor Fitzgerald. Pracowałam w City w  Londynie. Kiedy przyjechałam do Nowego Jorku na Wall Street, zdecydowałam się rzucić pracę. To było bardzo nieodpowiedzialne. (śmiech) Mieszkając w Nowym Jorku, nie możesz sobie pozwolić na bycie bezrobotnym. Ale miałam oszczędności i postanowiłam zacząć nowe życie!

To chyba nie było łatwe?
Nowy Jork nie jest łatwym miastem, ale za to tam spełniają się marzenia. O ile jesteś uparta i oryginalna. Liczy się też szczęście, chociaż ono jest zapisane w gwiazdach. Nikogo w Nowym Jorku nie znałam. A teraz, kiedy idę ulicami Manhattanu, spotykam mnóstwo znajomych. Mój mąż, nowojorczyk, mówi, że mam dar poznawania ludzi. (śmiech)

Ale praca na giełdzie nie jest najgorszą z życiowych możliwości…
Pracę miałam świetną, ale nie była moją pasją. Chociaż zarabiałam mnóstwo.

Czułaś, że czegoś ci brakuje?
Brakowało mi misji życiowej. Obracałam ogromnymi pieniędzmi. W wieku dwudziestu kilku lat dostawałam pensję tak wysoką, że mogłam sobie pozwolić na wszystko. I nagle zaczęłam zarabiać jakieś 100 dolarów za godzinę. Duża zmiana. (śmiech)

I właśnie tego nie rozumiem!
Nie byłam z siebie zadowolona. Siedziałam przy biurku i nie mogłam się doczekać, żeby włożyć sportowe buty i pobiegać. Znajomi powtarzali, że powinnam zająć się fitnessem, bo do niego należą moja głowa i serce. Mówiłam: „OK, ale kto zapłaci rachunki?”. A oni na to, że powinnam znaleźć bogatego męża.

 

Jak poznałaś swojego? Tylko nie mów, że na siłowni.
Oczywiście że tak! Przez pierwszy rok przyglądaliśmy się sobie. W końcu podszedł i zaprosił mnie na randkę. Zgodziłam się, ale nie dałam mu swojego numeru telefonu. Wzięłam za to jego i obiecałam, że zadzwonię. Ale zapomniałam, bo zajmowałam się już Tonique. Uczyłam kobiety za darmo, żeby zobaczyć, czy moja metoda działa. Pewnego dnia na siłowni Neil podszedł do mnie i powiedział: „Okłamałaś mnie, że zadzwonisz”. Odpowiedziałam: „Ja nie kłamię, jestem szczera”. Po trzech dniach zadzwoniłam. Na pierwszą randkę wybraliśmy się do Muzeum Whitney na Upper East Side, dwa dni później poszliśmy na kolację w West Village, gdzie dziś mieszkamy. Po kilku spotkaniach Neil zapytał, czy chciałabym mieć rodzinę – zamurowało mnie. I wtedy usłyszałam: „Obserwuję cię od roku i jeszcze takiej energii u nikogo nie widziałem”. Odpowiedziałam, że go nie znam i nie mogę za niego od razu wyjść za mąż. Umówiliśmy się, że spędzimy razem lato. I spędziliśmy razem nie tylko lato, ale także siedem miesięcy w Hamptons. Neil akurat też zmieniał pracę, więc miał wolne trzy miesiące. Zwiedzaliśmy, podróżowaliśmy, wspinaliśmy się i biegaliśmy. On też jest bardzo wysportowany. Ale poza tym jest moim przeciwieństwem: ja – huragan, on – oaza spokoju. Codziennie się od niego uczę! Mąż mnie kocha i szanuje to, co robię, nie blokuje moich marzeń i planów.

Prowadzisz bardzo wygodne życie, wcale nie musisz robić tego, co robisz. Masz męża, rodzinę, pieniądze. Mogłabyś „leżeć i pachnieć”.
Neil śmieje się, że stać mnie na wszystko, a mimo to cały czas ciężko pracuję, niewiele śpię i zastanawiam się, co jeszcze osiągnąć.

A jak to się stało, że nie jesteś zepsuta bogactwem?
Urodziłam się i wychowałam w domu, w którym się nie przelewało. Kiedy wyjechałam do Australii, obiecałam sobie, że nigdy się nie zmienię. Nie uznaję klas w społeczeństwie, wszystkich traktuję równo. Uważam, że obnoszenie się z bogactwem jest w złym guście. Liczy się to, kim jesteś, a nie to, co sobie kupujesz.

Dla ciebie co się najbardziej liczy? Sport?
To moje życie. Bez niego czułabym się pusta, niespełniona i niepotrzebna. Najdroższa biżuteria, wszystkie torebki i buty świata nie są w stanie zapewnić mi takiego spokoju, jakie daje mi poczucie, że przekazuję ludziom coś ważnego. Tonique jest dla mnie bezcenny.

Nie wystarczy skupić się na dzieciach, żeby mieć takie poczucie?
I tak, i nie. Moje dzieci spędzają ze mną dużo czasu, ale rozumieją, że pracuję i muszę mieć czas na własny rozwój. One też kiedyś dorosną i pójdą w świat. Zajęcia Tonique, które prowadzę, są chyba najtańsze i najtrudniejsze na Manhattanie. Jeden z największych lifestyle’owych blogów wellandgoodnyc.com nazwał je podziemnym polskim cudem na Manhattanie.

Gdzie mieszkasz w Nowym Jorku?
W West Village. Wcześniej mieszkaliśmy przy Park Avenue na Upper East Side. Kocham West Village za niewielkie uliczki, niską zabudowę i artystyczny klimat!

Prowadzisz snobistyczne życie?
Ja nie, ale Nowy Jork tak! Jestem Polką i jestem z tego dumna, mam też wyraźny polski akcent. Kiedy na snobistycznych imprezach pytają mnie i mojego męża, jak się poznaliśmy, mówię, że przez stronę internetową. (śmiech) Najśmieszniejsze, że niektórzy w to wierzą. Zakompleksione kobiety z Upper East Side, kiedy poznają dziewczynę, która dobrze wygląda, a okazuje się, że jest z Europy Wschodniej, przestają być miłe.

Nie przeszkadza ci to?
Nie, bo jestem bardzo szczęśliwa!