Kiedy tu weszłaś, na tych niebotycznie wysokich obcasach, pomyślałam, że poruszasz się tak śmiało i naturalnie, jakbyś miała dwie nogi.

Ale ja mam dwie nogi! A to, że jedna z nich jest protezą, nie ujmuje mi ani godności, ani kobiecości. Piękno, kobiecość, ale też kalectwo to tylko nasze wyobrażenia. Zależą od tego, jak się czujemy i jak siebie postrzegamy. Jest przecież tyle kobiet, które robią operacje plastyczne, żeby wpisać się w kanony ogólnie pojętego piękna, ale brakuje im osobowości. Dlatego ich pogoń za ideałem jest bezskuteczna. Kobiecość opiera się na pewności siebie. To wymaga wysiłku i pracy nad sobą. Ja ten wysiłek podjęłam. 

Może łatwo Ci tak mówić, bo jesteś piękna?

Mówię wyłącznie za siebie, nie uzurpuję sobie prawa, by reprezentować wszystkich i zbawiać świat. To, co mogę zrobić, to pokazać, jak ja poradziłam sobie z problemami. Od kiedy pamiętam, wszyscy mi mówili, jaka powinnam być, a ja instynktownie czułam, że okropnie się mylą. Rówieśnicy traktowali mnie jak nieszczęśnicę, bo byłam kulawa. Babcia ciągle się nade mną litowała. „Co zrobisz, jak dorośniesz, moje ty biedactwo. Nie poradzisz sobie, nie możesz przecież stać, nie znajdziesz pracy”. Wiesz, co jej odpowiedziałam? „Więc wymyślę sobie swoją pracę!”. Im częściej słyszałam, że nie dam rady, tym bardziej czułam, że jednak dam.

Co się właściwie stało z Twoją nogą?

Lekarze uszkodzili mi ją podczas porodu. A mojej mamie zaproponowali, żeby oddała mnie do sierocińca. Przekonywali, że nie chodzi tylko o biodro, że będę miała także kłopoty z nauką i nie są nawet pewni, czy w ogóle nauczę się mówić. Mama była oburzona. Gdyby ich posłuchała, byłabym dziś w zupełnie innym świecie. Niestety, potem źle mnie leczono, nogę włożono w gips i uszkodzono nerwy. Więc zaczęły się operacje i zabiegi. Kiedy skończyłam 12 lat, miałam ich za sobą już 16. Koszmar. Noga ciągle była za krótka, pokryta bliznami i szwami.

Mówiłaś, że wszyscy się nad Tobą litowali, a kto Cię wspierał?

Mama. To dzięki niej zawsze czułam się wyjątkowa. Zachęcała mnie, żebym marzyła o rzeczach największych i rozwijała swoją wyobraźnię. Odziedziczyłam po niej charakter, zawsze była trochę zbuntowana. Zresztą nie miałam wyboru. Jako kaleka dziewczynka żyłam w izolacji. Prawie nie chodziłam do szkoły, bo większość czasu spędzałam w szpitalach, gdzie rzeczywistość nie była łatwa. To wtedy uciekłam w świat hollywoodzkiego kina i teledysków – oglądałam je nałogowo. Wyobrażanie sobie innej rzeczywistości sprawiało, że czułam się szczęśliwa. 

Jak poza pobytami w szpitalach wyglądało Twoje życie na Łotwie?

Tata pracował za granicą, rzadko go widywałam. Obie babcie miały skromne emerytury. Mama była fryzjerką i wciąż brała nadgodziny. Było nam naprawdę ciężko. Dziś staram się jednak pamiętać tylko to, co mnie wzmacniało. Chodziłam do szkoły muzycznej, uczyłam się grać na fortepianie, dzięki temu, kiedy wyjechałam później z mamą do Londynu, szybciej odkryłam, co mnie fascynuje. 

W Londynie życie było łatwiejsze?

Kiedy tam przyjechałyśmy, miałam 12 lat i nie mówiłam słowa po angielsku. To był skok na głęboką wodę. Okazało się jednak, że mam wspaniałe możliwości. Na Łotwie byłam traktowana jako gorsza, nie tylko z powodu nogi, ale też dlatego, że pochodziłam z rosyjskojęzycznej rodziny. Tu, w Londynie, szybko się zorientowałam, że jeśli nauczę się języka i zaakceptuję kulturę, mogę być prawdziwą Brytyjką. Wystarczyło skoncentrować się na rozwoju osobowości, żeby kalectwo przestało być problemem. Właściwie to, że byłam inna, tutaj okazało się zaletą, a nie ułomnością. Kiedy to odkryłam, moja rzeczywistość kompletnie się zmieniła. Zaczęłam bywać w towarzystwie ludzi dużo ode mnie starszych, z branży mody, awangardowych artystów. 

Tak łatwo było ich znaleźć?

W Londynie tak. Moje życie w szpitalu było ekstremalnym doświadczeniem i takim był też przyjazd do Anglii. Ciągle szukałam nowych doświadczeń, byłam wszystkiego ciekawa. Ludzie, muzyka, style w modzie – wszystkiego dotykałam, smakowałam, przymierzałam – sprawdzałam, co do mnie pasuje. Od społeczności rosyjskich imigrantów po brytyjskich bywalców nocnych klubów. Od muzyki metalowej, przez trans, do burleski. Próbowałam wszystkiego. Szybko rzuciłam szkołę, ograniczała mnie. Ale nie przestałam się uczyć, wybierałam książki, które mnie ciekawiły i rozwijały. Przez trzy lata całkowicie ignorowałam swoje kalectwo, nie chciałam o tym myśleć. Żadnych operacji. Kiedy skończyłam 15 lat, już wiedziałam, czego chcę: interesował mnie świat mody i muzyki, ale w tym bardziej awangardowym wydaniu.

To prawda, że sama przekonałaś lekarza, by amputował Ci chorą nogę?

Usłyszałam o Aimee Mullins, amerykańskiej modelce, która współpracowała z Alexandrem McQueenem i Matthew Barneyem. To kobieta, która ma protezy obu nóg i bawi się tym, eksperymentuje ze swoim ciałem. Pomyślałam wtedy: dlaczego męczę się z tą uszkodzoną nogą, i postanowiłam się jej pozbyć. Pięć lat zajęło mi przekonanie lekarzy, żeby to zrobili. Oni godzą się na amputację naprawdę w ostateczności – a dla nich to nie była ostateczność, choć dla mnie tak.

Długo zajęło Ci odzyskanie sprawności po tej operacji?

Po miesiącu już chodziłam. Nie od razu na długie dystanse i najpierw z pomocą laski zakończonej diamentową główką, ale chodziłam. Wreszcie poczułam, że mam kontrolę nad swoim ciałem. Od tamtej pory mogłam się koncentrować na rozwoju artystycznym 
i edukacji.

 

Czujesz się bardziej awangardową modelką, artystką eksperymentującą z ciałem czy piosenkarką pop? 

Przede wszystkim chcę być kreatorką. Nie wystarczy mi sława „dziewczyny ze sztuczną nogą”, znanej z teledysków. Jako modelka zawsze współpracowałam tylko przy takich projektach, które miały dla mnie wartość intelektualną. Teledysk do piosenki „Prototype” wymyśliłam sama, a nie tylko w nim wystąpiłam. Dokładnie wiem, czego chcę, jak ma wyglądać show, co chcę przekazać. Pilnuję, żeby nie przekroczyć cienkiej granicy, za którą jest wulgarność i banał. Unikam też oczywistości i rutyny. Nagrałam kilka utworów i teraz często słyszę pytanie, kiedy wydam płytę. Ale ja nigdy nie mówiłam o żadnej płycie. Być może za jakiś czas nie będę chciała 
w ogóle występować. 

Rzeczywiście stworzyłaś sobie miejsce pracy.

Ciągle je tworzę. Kocham popkulturę, ale brakuje mi w niej głębszej myśli i innowacji. Chcę to zmienić, wykorzystać swoją popularność do propagowania nowych idei. Na swoim przykładzie pokazuję, że ograniczenia trzeba pokonywać. Angażuję się w projekty naukowe badające zastosowanie najnowszych technologii w modzie, np. konstruowanie tkanin, które reagują na warunki zewnętrzne. Pracuję z profesorami biomechatroniki, czyli inżynierii, która udoskonala medycynę. Analizujemy moje doświadczenia związane z używaniem protezy. Te wyniki mogą się przydać do prac nad implantami kontrolowanymi przez mózg. W USA współpracuję z MIT Media Lab, to jedno z największych na świecie centrów innowacji i badań łączących różne dziedziny. Moim zdaniem nie doceniamy znaczenia zwykłej ciekawości, czasem wystarczy zadać pytanie: „jak to działa”, żeby poznać milion nowych możliwości. Nie dopuszczam myśli, że coś jest ostatecznie zdefiniowane. Kiedy ktoś mówi: „Tak musi być”, zawsze pytam: „Ale dlaczego? Kto o tym zdecydował?”.

Czy jest coś, czego Ci w życiu brakuje?

Bardzo doceniam to, co mam. Pewnie, chciałabym znaleźć sposób, żeby odbudować relację z ojcem, bo nie mamy kontaktu. Albo na zawsze pozbyć się traumatycznych przeżyć z dzieciństwa... Widzisz, długo musiałam się zastanawiać nad odpowiedzią, bo zazwyczaj myślę o tym, co mam, a nie o tym, czego mi brakuje. Gdybym miała wymienić jedno marzenie, to chciałabym, żeby moje życie zawsze było dla mnie tak zaskakujące jak do tej pory.