WERONIKA ROSATI: Zacznijmy naszą rozmowę od czegoś miłego...

GALA: Bycie samotną matką też bywa miłe...

Bycie matką jest bardzo miłe, więc nieważne,czy samotną, czy nie, najważniejsze,że dziecko jest na świecie. To dla mnie największa radość. Dużo rozmawiam z ludźmi. Często mam do czynienia z kobietami, które są samotnymi mamami albo są w związkach, ale czują się samotne. Niektóre są spełnione i mają duże wsparcie ze strony partnera.Wszystkie jednak w wyjątkowy sposób odebrały moją rozmowę na temat samotnego macierzyństwa i sytuacji kobiet w Polsce w dzisiejszych czasach.Wszystkie podkreślają też, że niezależnie od różnych przeżyć i traum oraz trudnej sytuacji, w jakiej się znalazły, najważniejsze jest to, że jednak tą mamą się jest.

Czy macierzyństwo było Twoim największym marzeniem?

Tak. Mimo że wymaga ono dużej logistyki, jest dla mnie największym spełnieniem. Jest absolutnie najważniejszą rzeczą, najwspanialszą, jaka się w moim życiu wydarzyła.

Po raz pierwszy zdecydowałaś się otwarcie opowiedzieć o swoim życiu prywatnym, o tym, że córeczkę wychowujesz sama i że jest to dla Ciebie trudne.

Wiesz, właściwie cały wywiad możemy wypełnić odpowiedzią na to jedno pytanie. Ale zacznę od tego, że o moim życiu prywatnym pisze się od 15 lat, obliczyłam to! I mimo że dotąd się nie wypowiadałam, zauważyłam, że to zrobiło mi ogromną krzywdę. Po prostu lekceważenie lub przemilczanie kłamliwych plotek pozostawia miejsce na interpretacje własne... Nadaje też rangę mylnym i fałszywym informacjom, które zostają w świadomości ludzi na stałe.

Widzę, że mój wizerunek w prasie po tych latach kłamstw jest kompletnie nieprawdziwy. Wypaczony i krzywdzący mnie jako kobietę, człowieka i aktorkę. Oczywiście nie chce mi się walczyć z każdą plotką, ale postanowiłam, że jednak będę walczyć z kłamstwem. Z kilku powodów. Jeżeli kiedykolwiek moja córka przeczyta takie bzdury, będzie miała wypaczony obraz mnie i może mieć do mnie też dużo pretensji: „Mamo, skoro to nieprawda, dlaczego nie zareagowałaś?”.

A ja bym chciała ją nauczyć, że kobiety powinny zacząć się bronić. Jeżeli ktoś nas obraża, jeżeli narusza się nasze dobre imię, jeżeli ktoś nas krzywdzi, to jedyną formą obrony jest mówienie o tym głośno. Cała akcja #MeToo pokazuje, że siła kobiet tkwi w odwadze, by powiedzieć głośno: „Zostałam skrzywdzona”.

ZOBACZ TEŻ: Doda zachwycona wywiadem z Weroniką Rosati. "Wyróżnia się na tle słodko-pierdzących rozmów"

A Ty zostałaś skrzywdzona?

Akcja #MeToo dotyczy osób skrzywdzonych przez tych, którzy mieli nad nimi przewagę. Nie ma znaczenia, czy to prasa, szef, czy partner narusza nasze dobre imię bądź dobra osobiste. Nie mają prawa tego robić, a my mamy prawo się bronić! Akcja #MeToo dotyczy wykorzystywania przewagi emocjonalnej, społecznej i fizycznej.

Rozstałam się z ojcem mojego dziecka na wczesnym etapie, właściwie – można powiedzieć – okołoporodowym. I nie widzę powodu, by miałoby to być przedmiotem plotek i półprawd. Zwłaszcza że wszystkie informacje, które się pojawiły na temat tego rozstania i jego powodów, były krzywdzące i nieprawdziwe. Ukazywały mnie w złym świetle. Zależało mi na pełnej rodzinie. To, co się wydarzyło w moim życiu, kompletnie nie było tym, czego się spodziewałam. Zachodząc w ciążę, która była planowana, nie miałam powodów przypuszczać, że będę samotnie wychowywać dziecko. Bo jeżelibym miała takie powody, założyłabym rodzinę z kimś innym. Ja chciałam mieć rodzinę, a nie tylko dziecko.

Ale wracając do twojego pytania o #MeToo, zauważyłam, że siła tego globalnego ruchu polega na tym, że ludzie mimo wstydu, lęku i bólu decydują się mówić głośno o krzywdzie. Krzywdzie wyrządzonej przez ludzi, często szanowanych, wpływowych i lubianych, co sprawia, że poszkodowanym jeszcze trudniej zdobyć się na odwagę. Zrozumiałam, że od zniewolenia i upokorzenia można się uwolnić jedynie poprzez brak strachu. Gdy tajemnica przestaje być tajemnicą, lęk ofiary mija.

Czasami wchodzimy w pewne związki, wierząc, że będą trwały do końca życia, a czasami ze świadomością, że są to relacje podwyższonego ryzyka. Co czułaś, wchodząc w związek z ojcem swojej córki?

Wchodziłam w ten związek z czystą intencją i czystym sercem.

Wierzyłaś, że Wam się uda?

Zawsze może się nie udać, ale nie wchodziłabym w tę relację, gdybym tak myślała. Proszę pamiętać, że ja tego przekonania nie wzięłam znikąd. Wręcz przeciwnie – dostałam zapewnienie, komunikat, że to ma się udać.

Nie decydowałabym się na dziecko z tym mężczyzną, gdybym wiedziała, że moje życie będzie wyglądało tak, jak wygląda dzisiaj. To na pewno.

A jak ono wygląda dzisiaj?

Nie chcę o tym opowiadać, nie chcę też analizować powodów moich wyborów w życiu osobistym.

Czy te powody są tajemnicą?

Każda kobieta chce wychować dziecko w bezpiecznym domu, w bezpiecznej rodzinie. Ale zdarza się, że na skutek własnych błędów narażamy nasze dzieci na przykre dzieciństwo. Nie takie, na jakie zasługują. A przecież każda matka myśli przede wszystkim o swoich dzieciach. I chce, by miały spokojne życie i nie miały zwichniętej psychiki jako dorośli ludzie. Mężczyźni często uważają, że są kompletnie bezkarni i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje czyny. Jeśli kobieta nie jest w związku małżeńskim, tak naprawdę prawo jej nie chroni w żaden sposób. Facet jest zawsze niewinny i wszystko mu wolno. Kobiety są bardzo poszkodowane, bo społecznie odbiera się je jako gorsze.

Tyle się mówi o równości płac, równości praw, a co z równością postrzegania społecznego? Gdybym to ja miała ośmioro dzieci z czterema partnerami, w tym czworo nieślubnych, poczętych w trakcie małżeństwa w ukryciu, i byłabym nadal nierozwiedziona, raczej zostałabym odrzucona, wyklęta przez społeczeństwo i poddana totalnemu ostracyzmowi. Byłabym skończona jako kobieta i aktorka.

Tymczasem w przypadku mężczyzny jedyną reakcją ludzi są szeroko wytrzeszczone oczy bądź parsknięcie śmiechem. I tyle. Żadnych konsekwencji społecznych.

Jest w Tobie złość, żal? Jakie masz emocje w związku z tą sytuacją, w której się znalazłaś?

Czuję potrzebę spokoju dla mnie i dla dziecka. Nie chcę, by wokół mnie było niepotrzebne zamieszanie. Powód, dla którego w ogóle o tym mówię, to moja córka. Ona musi wiedzieć, że jej mama nie zrezygnowała z rodziny, nie zrezygnowała z domu i nie rozstała się z jej ojcem dlatego, że – jak pisały brukowce – chciała wyjechać do Stanów i siedzieć na plaży. Swoją drogą wyjechałam do Stanów, bo musiałam zarabiać na utrzymanie, grałam główną rolę w amerykańskim filmie „ Send It”.

Cierpisz z powodu rozstania?

Uznałam, że Ela będzie miała lepsze życie, jeżeli wychowa się w innym domu.

Przyznaję jednak, że jest to moja największa porażka życiowa, że podjęłam złą decyzję, wchodząc w ten związek. Ubolewam, że nie mogę dać mojej córce tego, co najlepsze, a najlepsza dla dziecka jest pełna rodzina. Ja w to wierzę. Dlatego decyzja o rozstaniu była traumatyczna, trudna i przykra.

Dostaję jednak setki, tysiące maili od kobiet, które są w podobnej sytuacji.

Co do Ciebie piszą?

Słowa wsparcia, dzielą się swoimi historiami. Kobiety mówią mi: „Potrzebowałyśmy, by ktoś powiedział o tym głośno”. Wiem, że pomagam w ten sposób innym, i wiem, że jeżeli te kobiety widzą, że ja o tym mówię, one również zaczną. Będą miały odwagę przyznać: „Zostałam skrzywdzona”. Chcę pokazać innym kobietom, że to nie one powinny się czuć upokorzone. To nie one mają się wstydzić tego, że zostały samotnymi matkami. Tylko osoby, które do tego doprowadziły! Zmusiły je do takich wyborów albo po prostu zostawiły. My, kobiety, czujemy często, że to dla nas wstyd. Nie, to nie jest wstyd dla nas!

Kiedy podejmowałaś decyzję o rozstaniu, co Ci dało siłę, by sobie poradzić w tym trudnym momencie?

Podjęcie tej decyzji trwało ponad rok.

Ciąża była traumą. I zarazem najszczęśliwszym czasem w moim życiu...

Kolejny temat, który się omija, to kobiety w ciąży pozostawione same sobie, kiedy przeżywają trudny czas.

Ty czułaś się już wtedy samotna?

Byłam bardzo samotna.

Kto Cię wspierał?

Oczywiście rodzice i rodzina. Wspierali mnie też moi przyjaciele. Skupiłam się na tym, by donosić ciążę zdrowo.To było dla mnie najważniejsze. Mama była – i jest – ogromnym wsparciem i najlepszą przyjaciółką. Musiała być przy mnie, bo inaczej byłabym zupełnie sama. Jestem też bardzo wdzięczna tacie, który pomógł mi logistycznie i organizacyjnie w spełnieniu mojego marzenia, jakim było urodzenie dziecka w USA. Nieprawdą jest, że rodziłam w ekskluzywnej klinice,rodziłam w skromnym katolickim szpitalu położniczym, gdzie miałam wspaniałą opiekę.

Czy ten trudny czas zweryfikował Twoje relacje z bliskimi?

Zauważyłam, że niesamowicie pomogły mi wtedy właśnie kobiety. Okazuje się, że jak trzymamy się razem, stanowimy niesamowitą siłę. Nieprawdopodobnie dodały mi skrzydeł i odwagi także wszystkie maile i listy, reakcje obcych ludzi.

Pewnie też uświadomiłaś sobie wtedy, jak zaskakująco dużo jest kobiet w podobnej do Twojej sytuacji.

Czytałam statystyki, że w ubiegłym roku Niebieska Linia odnotowała ponad100 tysięcy telefonów w sprawie przemocy domowej, 90 procent z nich dotyczyło przemocy emocjonalnej, a ponad połowa dokonywana była przez partnerów. Pomyślałam sobie: Ile kobiet nie dzwoni na tę Niebieską Linię? Ile kobiet siedzi cicho i nie mówi nic?

A Ty, kiedy masz trudny dzień, do kogo dzwonisz?

Do mamy. Zawsze do mamy. Ona jest niesamowicie silną, wspaniałą, czułą osobą, która jest przy mnie w każdej sytuacji. Ale też dzwonię do moich przyjaciółek i przyjaciół.

Jak mama odbiera tę całą sytuację?

Nie chcę wypowiadać się w jej imieniu, bo to wszystko będzie potem cytowane. Myślę, że powinna sama w tej sprawie zabrać głos.

Ale mogę powiedzieć tylko, że dla wszystkich osób, którym na mnie i na Eli zależy, był to traumatyczny czas. Rozpad rodziny mogę porównać do żałoby.

Jak więc wygląda Wasze życie, jeżeli z jednej strony starasz się stworzyć dziecku radosne dzieciństwo, a z drugiej – pogrążona jesteś w cierpieniu?

Ale my absolutnie nie jesteśmy już pogrążone w cierpieniu! Mamy szczęśliwe życie, bo mamy siebie. Ona jest bardzo radosnym dzieckiem, jak widzisz, bo siedzi obok nas. Na szczęście nie wie, jak może być inaczej, bo nigdy nie miała pełnego domu. Nie zna innej rzeczywistości. Jest bardzo pogodnym i otwartym dzieckiem, bo otoczonym największą miłością i pełnym oddaniem swojej mamy.

Straciłaś głowę dla córeczki?

Kompletnie!

Mam takie poczucie, że Ela ma właściwie tylko mnie. Myślę, że po jej pierwszym roku życia mogę śmiało powiedzieć: wiem, że może liczyć tylko na mnie. I na rodzinę z mojej strony. Córka jest dla mnie całym światem i ja jestem dla niej całym światem.

Ela jest ze mną właściwie cały czas. Jesteśmy bardzo zżyte. Sama widzisz, teraz też śpi obok mnie. Jestem pracującą mamą, która utrzymuje dom.

Finansowo nikt nie sponsoruje mnie ani mojego dziecka, więc muszę sama zadbać, abyśmy miały gdzie mieszkać i co jeść. Dlatego też wróciłam do pracy wcześniej, niż chciałam. Wolałam mieć dłuższy urlop macierzyński, ale życie zweryfikowało moje plany.

Jaką jesteś matką?

Powiedziałabym, że taką artystyczną. Zawsze chętnie czytałam o tym, jak aktorki wychowywały swoje dzieci. Elizabeth Taylor miała czworo dzieci i one wszędzie z nią jeździły. Myślałam sobie: „Jak będę miała dzieci, to też chcę, żeby zawsze ze mną były”. I dokładnie tak jest. Więc pewnie jestem trochę szalona, ale bardzo oddana. Trudno mi ocenić siebie jako mamę. Znajomy ostatnio mi powiedział: „Wiesz, jeśli miałbym mieć dziecko, to chciałbym znaleźć kobietę, która byłaby taką mamą, jaką ty jesteś”.

Piękny komplement.

Najpiękniejszy.

A kiedy znajdujesz czas dla siebie? Pracujesz, wszędzie i zawsze jesteście z Elą we dwie.

Nie znajduję, dlatego wyglądam tak źle. (śmiech) Śpię trzy-cztery godziny dziennie i jestem bardzo zmęczona. Powiem szczerze, fizycznie czuję się słabo. Przemęczona bardzo, jak większość młodych pracujących mam. Ale staram się raz na tydzień coś dla siebie zrobić. Kosmetyczka albo masaż, coś w tym rodzaju. Ćwiczę regularnie wczesnym świtem, kiedy mała śpi. Gdy otwierają siłownię, ja jestem pierwsza: „Dzień dobry!”. Po prostu nie chcę tracić cennego czasu z Elą, więc staram się ćwiczyć, kiedy ona jeszcze śpi.

Skąd czerpiesz siłę? Żeby sobie na co dzień radzić i się nie załamywać?

Od niej. Odkąd ona jest w moim życiu, nigdy nie miałam momentu załamania. Nie miałam depresji poporodowej ani przedporodowej. Miałam bardzo ciężki czas i smutek z innych powodów, ale nie z powodu dziecka. Ono tak naprawdę daje mi ogromną siłę.

Nigdy nie byłam tak zdyscyplinowana, jak teraz jestem, mimo że cały czas się spóźniam.

Ale kiedy pojawiasz się z tą słodką dziewczynką, to chyba wszyscy Ci wszystko wybaczają. (śmiech)

Tak. Ela uśmiecha się, szpanując aż trzema zębami, i załatwia temat. (śmiech) Najwięcej psychicznej siły czerpię od niej. Ale jestem tak bardzo wdzięczna, że producenci i ekipa moich dwóch seriali, „M jak miłość” i serialu Michała Kwiecińskiego dla Polsatu, w których gram duże główne role, oraz filmu Lecha Majewskiego, w którym wcielam się w Elizabeth Taylor, nieprawdopodobnie poszli mi na rękę. Wykazali się ogromną wyrozumiałością. Nie tylko zaaranżowali wszystko tak, abym miała warunki do przebywania z Elizabeth na planie, ale też brali pod uwagę mój brak czasu, niewyspanie, spóźnianie się, choć nie musieli wcale tego robić. Dzięki ich podejściu mogę w ogóle pracować. To mi daje ogromną siłę. Ja po prostu kocham swój zawód, jest moją największą pasją. Spełniam się w nim. Tak naprawdę jedyne, co mi jest do szczęścia potrzebne, to wakacje.

A nie nowy mężczyzna?

Bardzo wierzę, że Bóg jest sprawiedliwy.

Jakiego partnera widziałabyś u swojego boku?

Szukam dobrych ludzi wokół siebie. Chcę otaczać się dobrymi, uczciwymi ludźmi.

Jak spędzicie święta z Elą?

(śmiech) Rodzinnie. Ostatnio byłyśmy z Elą na świątecznym występie mojej bratanicy, światełka i choinka ją oczarowały. Była szczęśliwa! Jeszcze do tego dziadek dumnie nosił ją na rękach i adorowali wszyscy starsi kuzyni. Pomyślałam sobie, że tak naprawdę na święta chcę jej dać po prostu dużo miłości i uwagi.

Czy to będą trudne święta?

To był trudny czas, ale nie czuję, żeby to miały być trudne święta, bo mam wspaniałych bliskich. Wręcz przeciwnie – myślę, że jedyne, czego Ela potrzebuje mimo „brakującego elementu”, to obecność tych, którzy ją kochają. Obecność swojej mamy, przebywanie wśród najbliższych.

A dla mnie najważniejszy jest jej spokój. Ja wiem, czego Ela nie ma, ale czy ona już wie? Kiedyś na pewno będzie miała tego świadomość i zacznie zadawać dużo pytań, na tym etapie jednak jest po prostu pogodną dziewczynką. Każdy, kto na nią patrzy, myśli, że jest najszczęśliwszym dzieckiem na świecie! Wierzę, że mam w tym swój udział.

Czego Ci mogę życzyć z okazji świąt i Nowego Roku?

Myślę, że po tym wywiadzie po prostu spokoju. (śmiech)