Co ponad 30-letni Marcin ma w sobie z 17-letniego chłopaka, w którego postać się wcielasz?

Myślę, że podobnie jak Garvin, też przeżywałem liczne miłości i zauroczenia, które bywały bardzo krótkie i ulotne, a niejednokrotnie również rozczarowujące. Ten 17-letni chłopak, który poznał dziewczynę w sieci i na początku traktuje tę znajomość jako możliwość przeżycia przelotnego romansu. W trakcie dowiaduje się o dziewczynie rzeczy, które zmieniają jego stosunek do tej znajomości, co skutkuje wieloma śmiesznymi i nieoczekiwanymi sytuacjami.

Czekałeś na propozycję udziału w projekcie teatralnym?

Oczywiście grając kilkanaście lat w serialu, czekałem na nowe wyzwania. Kiedy producentka spektaklu Kamila Polak, pokazała mi scenariusz i dowiedziałem się jaki zespół będzie przy tym pracował nie pozostało mi nic innego, jak przyjąć propozycję. Oczywiście były wątpliwości i strach, jak zostanę przyjęty przez publiczność, która kojarzy mnie głównie z roli Piotrka w serialu M jak Miłość. Moje obawy budziło też, co napiszą krytycy teatralni. Odpowiedź jednak była prosta - “nie dowiem się, jak nie spróbuję”.  

Długo wahałeś się przed podjęciem decyzji?

To nie był zwykły telefon z propozycją zagrania w spektaklu. Producentkę spotkałem w dość nieoczekiwanych okolicznościach, na pielgrzymce. Poszedłem na nią po raz pierwszy w życiu szukając siły przed najważniejszą rolą życia - ojcostwem.

To właśnie wtedy Kamila zaproponowała mi rolę w Mayday2. Wiedziałem, że to nie będzie łatwy okres w moim życiu. Niektóre rzeczy musiałem przewartościować, jednak biorąc pod uwagę okoliczności, decyzja była oczywista. To nie była przypadkowa propozycja. Każdy debiut powoduje u nas pewnego rodzaju strach, ale i ekscytacje. To było wyzwanie, które było mi wtedy potrzebne.

Fot. Łukasz Kolewiński 

Niespełna dziesięć lat temu w jednym z wywiadów powiedziałeś, że teatr to ciężka praca i konieczność warsztatu. Co więc takiego się stało, że stwierdziłeś, że jesteś na to gotowy?

Po 15. latach gry w serialu poznałem specyfikę tego zawodu, a przede wszystkim sporo nauczyłem się od ludzi, z którymi przyszło mi pracować. Po 10. latach zmieniło się wszystko. Również moje podejście do aktorstwa i chęć rozwoju. Zacząłem stawiać sobie nowe wyzwania. Jako dziecko występowałem na scenach w Polsce i na świecie razem z przyjaciółmi z zespołu tańca Caro Dance. Uwielbiałem ten dreszczyk emocji towarzyszący występom na żywo. Myślę, że od zawsze w głębi duszy chciałem zagrać na deskach teatru, jednak paraliżował mnie strach przed krytyką oraz reakcją otoczenia. Sukces, jakim niewątpliwie okazał się serial M jak Miłość, przyniósł mi ogromną popularność..

...na którą nie byłeś przygotowany.

Wówczas nie. Te kilka lat pomogło mi ochłonąć, spojrzeć na wszystko z dystansem i iść dalej. Stwierdziłem, że przyszedł czas na podjęcie nowych wyzwań bez oglądania się na innych.

Co było najtrudniejsze?

Najwięcej trudności sprawiło mi zaufanie nowym ludziom, którzy współtworzyli ten projekt. Kiedy już to nastąpiło było zdecydowanie łatwiej się przełamać i iść na całość. Ogromną rolę w moim przypadku odegrał reżyser spektaklu, Grzegorz Reszka. Wtedy naprawdę się przełamem! Bardzo pomogli mi również doświadczeni bardziej ode mnie koledzy i koleżanki z zespołu. Jeśli otaczasz się ludźmi, którzy mają mnóstwo pasji do tego co robią... Wtedy zapominasz o przeszkodach! Każda trudność staje się miłym wyzwaniem. Te kilka miesięcy to była naprawdę ciężka, ale jakże przyjemna i czasem zaskakująca praca.

Była trema?

Pewnie! Zawsze przed wyjściem na scenę mam tremę. Myślę, że obok Ani Gryzy największą ze wszystkich. Uczę się, jak ją opanować, ale jeszcze mi nie wychodzi i raczej już tak zostanie... Na szczęście trema w pewien sposób mnie motywuje i mija po pierwszej minucie. Przed oficjalną premierą - w Teatrze Palladium, nie ukrywam, miałem niezłego pietra. Ale dostaliśmy owacje na stojąco i co najważniejsze publiczność śmiała się do łez. Dziękuję moim kolegom z obsady - każdy włożył w ten spektakl mnóstwo serca i pracy. Jestem tylko dumny z tego, że mogłem zadebiutować w takim gronie.

W takim razie zrywasz z wizerunkiem bliźniaka z “M jak miłość”?

To chyba nie będzie takie łatwe. Ten serial od 15. lat oglądają miliony widzów i z zapartym tchem śledzą dalsze losy rodziny Zduńskich. Wiem o tym, bo na co dzień ludzie zaczepiają mnie na ulicy i pytają co dalej - “Czy naprawdę będę siedział w wiezieniu?”.

A będziesz siedział...?

...nie mogę zdradzić! Pogodziłem się z tym, że będę jeszcze długo kojarzony z rolą Piotra i nie chce z tym na siłę walczyć. Co do odsiadki, na pewno nie będę siedział w miejscu. Przede mną mnóstwo wyjazdów ze spektaklem Mayday2 po całej Polsce. Zapraszam wszystkich, żeby przekonali się, jak sobie poradziłem w nowej roli.

W wieku osiemnastu lat dostałeś niezwykłą szansę, jaką bez wątpienia była gra w najpopularniejszej polskiej telenoweli “M jak miłość”. Czy uważasz się za szczęściarza?

W życiu trzeba umiejętnie wykorzystywać szanse, jakie przynosi nam los. Wygraliśmy casting do serialu, który przy okazji pokochały miliony. Gdyby nie M jak Miłość, najprawdopodobniej nigdy nie zostałbym aktorem, a miejsce w którym się obecnie znajduję byłoby tylko i wyłącznie w sferze moich marzeń. Zakochałem się w tym zawodzie!

Z dzisiejszej perspektywy - zgodziłbyś się raz jeszcze na grę w serialu?

Jedno jest pewne – podszedłbym do tego z dużo większym dystansem. Oceniając moją decyzję sprzed kilkunastu lat, myślę, że zadecydowałbym tak samo. To było wspaniałe kilkanaście lat, które dały mi możliwość rozwoju, przeżycia cudownych chwil i pomogły w podjęciu wielu wyzwań. Wiele osób marzy o takiej propozycji. Kiedyś uważałem, o czym zresztą głośno mówiłem, że popularność, która mi towarzyszyła dużo mnie kosztowała. Dzisiaj jako dorosły facet wiem, że wszystko w życiu kosztuje.

Od lat Twoje nazwisko jest obecne na portalach plotkarskich. Nabrałeś już dystansu do czytania “rewelacji” na swój temat?

Przyznam, że był to okres, kiedy czytałem wszystkie zmyślone historie dorobione do zdjęcia i strasznie się oburzałem. Teraz tego nie robię. Miałem przekonanie, że każda nawet tzw. brukowa prasa powinna opisywać prawdziwą rzeczywistość. Dzisiaj wiem, że tak nie jest i staram się nie zaprzątać tym głowy. Rzadko też udzielam wywiadów. To jest pierwszy od dłuższego czasu.

Fot. Lost Paradise Production

Kilka tygodni temu na świat przyszedł Twoje pierwsze dziecko. Marzyłeś o synu?

Nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, czy będzie to syn czy córka. Cieszyłem się, jak szalony, kiedy dowiedziałem się, że zostaniemy rodzicami. Poczułem, że moje życie się zmienia i nabiera innego znaczenia. Rozumiałem, że od tej chwili nie będę żył tylko dla siebie. Teraz to jego potrzeby są na pierwszym miejscu! Właściwie super, że jest to syn. Będzie pilnował siostry!

Jakie zasady panowały w Twoim domu rodzinnym?

Rodzice dali nam wszystkim tyle samo miłości. Niejednokrotnie wymagającej, ale często też nadopiekuńczej, którą docenia się po latach. Teraz, kiedy jestem ojcem wiem, jak trudne jest z punktu rodzica dawanie wolności, a z drugiej strony chęć ochrony dziecka. Od nich też nauczyłem się uczciwości oraz szacunku, które powinny być niezależne od stanu posiadania.

Będziesz stanowczym rodzicem? 

Przede wszystkim chcę być takim ojcem, jakim jest dla mnie mój tata. Nigdy na siłę do niczego mnie nie zmuszał, ale kiedy było trzeba - był wymagający. Nauczył mnie pokory i wytrwałości. Swoją postawą pokazywał, że w życiu, żeby coś osiągnąć trzeba stawiać sobie cele i nie bać się ich realizować na przekór innych i sobie. Sukcesy przychodzą później i muszą być podparte ciężką pracą!