Agata Kulesza od kilku lat uchodzi za jedną z najbardziej utalentowanych polskich aktorek. Czy teraz, po wielkim sukcesie filmu "Ida", gwiazda ma szanse na międzynarodową karierę?

Tego nie wiemy, ale jedno możemy stwierdzić już teraz: Kulesza to niezwykle barwna, ciepła i twardo stąpająca po ziemi kobieta. Chcecie dowód? Przeczytajcie naszą wyjątkową rozmowę z aktorką ze stycznia 2014 roku. Poniżej znajdziecie jej fragment!

Gra od lat, ale dla szerokiej publiczności zaistniała dopiero po telewizyjnym show „Taniec z gwiazdami”. Zaskoczyła wtedy wszystkich nie tylko swoim tanecznym talentem, ale również wielkim sercem – główną nagrodę, srebrne porsche, oddała Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Aktorka wybitna. W ostatnich latach stworzyła najważniejsze kobiece postacie w polskim kinie: Beatę w „Sali samobójców”, tytułową bohaterkę w „Róży” i komunistkę Wandę w „Idzie”. W znakomitym serialu „Krew z krwi” – właśnie na antenie TVP2 – gra Carmen, kobietę, która aby ratować rodzinę, przekracza granicę między dobrem a złem. Sama ocenia siebie: „Nie jestem twardzielką”. I szczerze opowiada o dwóch stronach swojej natury.

Jaki to był rok dla Pani?

Dobry. To był kolejny dobry rok. Jestem zadowolona. Chciałoby się, żeby nie było gorzej.

Zdobyła Pani ważne nagrody, a filmy z Pani udziałem pokazywane są na całym świecie: od Stanów Zjednoczonych, przez Wielką Brytanię i Hiszpanię, aż po Koreę. Czy w ślad za tym idą jakieś ciekawe propozycje?

Nie mam takich pragnień czy oczekiwań, choć czasem pojawiają się propozycje spoza Polski. Jest mi bardzo dobrze w Polsce, mam tu swoją pozycję i udaje mi się funkcjonować w satysfakcjonujący mnie sposób. Jestem przygotowana na to, że po tym intensywnym czasie, kiedy naprawdę dużo zagrałam, przyjdzie okres spokojniejszy, i nawet się na to cieszę. Jest potrzebny na czytanie i obserwowanie świata, by zebrać na nowo doświadczenia, które będę mogła wykorzystać. Wierzę, że dostanę jeszcze taką szansę. Mam szczęście, bo wydawało mi się, że po „Róży” długo nic interesującego się nie zdarzy, a jednak tak się nie stało.

Takich karier jak Pani – w dobrym starym stylu, krok po kroku, od epizodu do epizodu, aż po wielkie role – dzisiaj się nie spotyka. Liczy się pięć minut popularności, skandal, błysk...

...i wszystko gaśnie. Ale trudno dzisiaj być młodym i popularnym człowiekiem. Nigdy dotąd nie było tak szybkiego przepływu informacji i tak łatwego do nich dostępu – mamy internet, plotkarskie gazety. Trzeba mieć obok siebie mądrego mentora, który potrafi przeprowadzać przez medialne meandry. Jeśli ktoś zaufa złemu przewodnikowi, a ten pokieruje go w niewłaściwą stronę, szybko się może wypalić. Przestanie się rozwijać, bo pomyśli, że zawsze wszystko już będzie tak łatwe jak na bankiecie.

A jak Pani udało się nie zagubić w tych „medialnych meandrach”?

Cieszę się, że moja droga jest taka, że wiem, co znaczy czekanie w tym zawodzie, i to mnie w ogóle nie przeraża. Nikt mi nie wmówi, że nagle stałam się wyjątkowa. Kiedy ma się 20 lat i wszyscy tak mówią, naprawdę można w to uwierzyć! A ja wiem, jakie mam słabe strony, jakie mam mocne. Jestem świadoma siebie. Wiem, gdzie jestem i kim jestem. Ale czasy są, jakie są. Gdyby Marilyn Monroe i James Dean żyli dzisiaj, nie staliby się legendami. Mieliby przekopane śmieci, fotografowano by ich w każdej sytuacji i wyszłyby na jaw rzeczy, o których nam się nie śniło. Wiedzielibyśmy o nich dokładnie wszystko. Nie byłoby tajemnicy, a więc legendy też nie. Młodzi ludzie jeszcze nie wiedzą, kim są, a wmawia im się, że są kimś, kim nie są.

Jakie są Pani mocne strony?

To, że znam swoje słabości, że wiem, co w sobie chronić i w jaki sposób. Wiem, co mnie denerwuje i na co muszę uważać, żeby nie zwariować. Moją mocną stroną jest świadomość samej siebie, na pewno niepełna, ale dużo wiem. A słabe? To jak u każdego. Czasami czuję się gorzej, jestem zbyt schowana, czasami zbyt nakręcona. Zdarza się, że ulegam presji, a tego nie lubię, więc pilnuję, by nie ulec, bo później mocno to przeżywam. Znalazłam się w obszarze zainteresowania mediów, a ponieważ nie jestem łatwo dostępna, zdarzają się próby wywierania na mnie nacisku i stawiania w mało komfortowych sytuacjach. To mnie irytuje, drażni. Wtedy osłabiam się, robię się zła, rozgoryczona, rozgniewana. Wiem, że muszę uważać. Żeby samą siebie ochronić.

PRZECZYTAJ CAŁY WYWIAD TUTAJ! »