W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem cofamy się do 2011 roku i wyjątkowej rozmowy, jaką odbyliśmy zAnją Rubik, jej mamą Ewą i siostrą Joanną!

Tylko nam najsłynniejsza polska supermodelka i jej rodzina opowiedzieli o swoich świętach!

Przeczytajcie fragment wywiadu:

Tego jeszcze nie było! Najsławniejsza polska modelka po raz pierwszy wystąpiła w sesji zdjęciowej z dwiema najważniejszymi kobietami swojego życia – mamą i siostrą. Żeby się z nimi spotkać, przyjechała z Paryża do Warszawy zaledwie na jeden dzień. Mama i siostra dojechały z rodzinnej Częstochowy tylko po to, żeby pobyć z nią choć przez chwilę. To była prawdziwa przedświąteczna gorączka! „Anja to jest nasza ukochana gwiazda” – mówiła pani Ewa, patrząc z czułością na córkę. A starsza siostra Asia dodała: „Tak się cieszę, że Ance się powodzi. Nigdy nie byłam o nią zazdrosna”. Ten materiał to opowieść o prawdziwej rodzinie, zapachu ciast pieczonych przez Anję i świąt, których nie można spędzać samotnie.

Anju, na święta zawsze przyjeżdżasz do domu, choćby z drugiego końca świata. Bo święta są... święte. Rodzina musi być w komplecie.

ANJA RUBIK: Nie wyobrażam sobie świąt bez mojej rodziny. Ponieważ mieszkaliśmy długo za granicą, często się przeprowadzaliśmy. Kiedy tęsknię, to nie za konkretnym miejscem, tylko za najbliższymi: moimi rodzicami, moją siostrą i jej synkiem. Dla mnie dom jest tam, gdzie jest moja rodzina. Nieistotne, w jakim mieście, w jakim kraju.

Które święta Panie szczególnie zapamiętały?

EWA RUBIK: Wyjątkowe były ubiegłoroczne. Anja zaprosiła nas wszystkich do Wiednia, do mieszkania Sashy.

JOANNA MATUSZCZYK: Od początku wydawało mi się to dziwne, że chcą nas tak nagle wszystkich razem zebrać, że tak im zależy, że tak nalegają, upewniają się, czy na pewno możemy przyjechać. Wiedeń, u Sashy w domu... Mówię do mamy: „A może oni szykują zaręczyny?”.

EWA : A ja na to: „Nie, nie wydaje mi się”, i mówiłam to z przekonaniem. Anja była przeciwna małżeństwu. Uważała, że to nie ma znaczenia, więc nie myślałam, że zmieni zdanie.

JOANNA: Któregoś dnia rano, przed wyjściem do pracy, Anja do mnie zadzwoniła, że w Wigilię chcą się z Sashą... zaręczyć. Miałam to trzymać w tajemnicy i przyznam, że było mi bardzo ciężko. Za każdym razem, kiedy widziałam mamę, bałam się, że nie wytrzymam i zaraz jej powiem.

EWA : Podziwiam, że ci się udało. Ja bym nie dała rady (śmiech). Polecieliśmy w końcu do tego Wiednia. Byli rodzice Sashy, jego siostra z partnerem i jej syn, taki sam skład jak u nas. Sasha ma piękny apartament w starej kamienicy, urządzali go już wspólnie z Anją, a wykańczany i urządzany był tuż przed Wigilią i pod jej kątem.

JOANNA: Jest już Wigilia, a mama ma w Wigilię imieniny. Sasha pojechał na zakupy. Przywiózł mnóstwo różnych rzeczy, a wśród nich świetne wina i szampana. Mama tak patrzy na tego szampana, a ja ją chciałam jeszcze trochę podkręcić i mówię: „No popatrz, szampan, może jednak będą zaręczyny (śmiech). A mama na to: „No co ty, ja mam imieniny, pewnie stąd ten szampan”. Szampan tak stał, Anka do mnie podchodzi i pyta: „Jak mama?”. Ja mówię: „Spokojnie, jest przekonana, że świętujemy jej imieniny”. Anka na to, że mama na pewno się zestresuje – obie wiemy, że w takich sytuacjach reaguje nerwowo – więc poprosiła, żebym nalała mamie lampkę wina dla odprężenia. No i w końcu Sasha wstaje, zaczyna przemowę, wszystko staje się jasne!

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ