W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem cofamy się w czasie do zeszłorocznego lata i pierwszego wywiadu, jakiego jako para udzielili Anna i Robert Lewandowscy.

Słynny piłkarz i mistrzyni karate to niewątpliwie najgorętsza polska para, a w tym wywiadzie po raz pierwszy opowiadają o sobie, swoich pasjach, miłości i czemu ich zdaniem tworzą prawdziwy "dream team"!

Przeczytajcie fragment wywiadu:

Najgorętsza para ostatnich miesięcy i... kompletne przeciwieństwa. Ona wulkan energii. On siła spokoju. Razem tworzą duet doskonały. Prawdziwy dream team. Choć od show-biznesu trzymają się z daleka – to show-biznes sam ciągle się o nich upomina. A oni? Woleliby, żeby tego zainteresowania nie było. Ich świat to sport, a nie czerwony dywan. Nie chodzą na bankiety, rzadko rozmawiają z dziennikarzami. Dla „Gali” zrobili wyjątek – w pierwszym wspólnym wywiadzie opowiadają o swojej miłości, drodze do sukcesu i udowadniają, że w całym tym szaleństwie można pozostać sobą i nie stracić kontaktu z rzeczywistością.

Jak sobie radzicie z tym zamieszaniem wokół Was? Liga Mistrzów, transfer Roberta, Wasz ślub.

ROBERT LEWANDOWSKI: Staramy się do tego przywyknąć, bo rzeczywiście  w Polsce właściwie cały czas ktoś nam „towarzyszy”. Ale większość czasu jednak spędzamy w Dortmundzie, a tam nie mamy problemu z paparazzi. Do Polski wracamy dwa razy do roku i tak naprawdę wtedy wzbudzamy większe zainteresowanie.  

ANNA LEWANDOWSKA: Paparazzi często myślą, że ich nie widzimy, ale chyba zawsze wiemy, kiedy robią nam zdjęcia. Zdarza się, że machamy do nich. Ostatnio jechaliśmy z jednym z nich w windzie. Mówi do nas przejęty: „Tak blisko to jeszcze nie byłem z osobami, którym chcę zrobić zdjęcie”. Był naprawdę wystraszony, może myślał, że Robert zrobi awanturę? Kiedy opuszczaliśmy windę, przed nią stał drugi paparazzi, który  był bardzo zdziwiony, że wychodzimy  z uśmiechem, a nie wściekli.

I naprawdę nie męczy Was to ciągłe zainteresowanie, śledzenie?

Robert: Czasami jest to męczące, zwłaszcza kiedy robią to w bardzo agresywny sposób. Zazwyczaj nas to śmieszy, ale czasem po tych ludziach widać, że są zdolni do wszystkiego, żeby zrobić zdjęcie, i to już jest trochę przerażające. Tym bardziej że my nie gwarantujemy żadnej sensacji. No bo co oni mogą mieć na takim zdjęciu? Jak wysiadamy z samochodu? Idziemy na spacer? Albo siedzimy w restauracji? Potem jeszcze będą musieli się namęczyć, żeby dorobić do tego jakiś podpis. Ale nic na to nie poradzimy. Trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić.

Nawet do tego szaleństwa wokół Waszego ślubu? Każdy portal plotkarski, każdy tabloid miał swoją wersję wydarzeń, swoją „sprawdzoną  i pewną” datę ślubu. Nawet za granicę pojechali za Robertem zrobić zdjęcia z kawalerskiego.

Anna: I znów żadnej sensacji. Ja miałam wieczór panieński miesiąc temu.

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ