W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem cofamy się o 2009 roku i wyjątkowej rozmowy, jaką odbyliśmy z Anną Popek, gwiazdą z okładki aktualnego wydania "Gali".

Tylko nam gwiazda pokazała swoje nowe mieszkanie i opowiedziała o tym, dlaczego zdecydowała się na przeprowadzkę co centrum stolicy.

Przeczytajcie fragment wywiadu:

Przypomniała sobie, że jest dziewczyną z wielkiego miasta. Przeprowadziła się z okolic Warszawy do samego centrum. Anna Popek wreszcie żyje bez stresu, że spóźni się do pracy. Urządza mieszkanie, wiesza nowe firanki, cieszy się, że do kina i teatru ma teraz „rzut beretem”. Zaprosiła nas, żebyśmy zobaczyli, jak się umeblowała.

Założyła fundację edukacyjną dla dzieci, myśli o kolejnych studiach. Uwielbia pracę w zespole. Razem ze Stellą, Klaudią i Bernadettą – redaktorkami i wydawczynią „Pytania na śniadanie” – przejmuje się wskaźnikami oglądalności. Właśnie zaczęła prowadzić w TVP nowy teleturniej interaktywny i zaplanowała z Tadeuszem Olszańskim, ojcem Michała, z którym prowadzi „Pytania..”, wypad na reportaż o Kresach.

ANNA POPEK: Zanim ruszyłam na spotkanie z tobą wprost z telewizji, mówię do dziewczyn z pracy: „Idę na wywiad do »Gali «, powiem, że mam kochanka i budzę się w jego ramionach”. One na to: „Ani się waż, puknij się w czoło. To nie jest kraj dla kochanków, tu się budzimy w ramionach mężów”. To prawda.

GALA: Znam parę wyjątków.

ANNA POPEK:  Obie znamy. Żarty żartami, ale szłam i myślałam, co ci powiedzieć, żebyś nie miała skandalu, a miała belki. Tak w telewizji nazywamy mocne, sensacyjne hasła.

GALA: W prasie uwagę czytelnika przyciągają wyimki i lidy. À propos skandalu, krąży niezła plotka na twój temat.

ANNA POPEK:  Aaa… chodzi ci o ten romans z wicepremierem? Niczego nie dementuję. Są wyznawcy poglądu, że tylko wiadomości zdementowane są prawdziwe. Wiesz, że tym pytaniem przypomniałaś mi inną mocną przygodę? Dwumiesięczną traumę, w którą popadłam tuż po podjęciu pracy w Ministerstwie Finansów. W chwilę po tym, jak zostałam doradcą wicepremiera Grzegorza Kołodki, na okładce „Gali” ukazało się moje zdjęcie z dekoltem do pępka! I jeszcze ten tytuł: „Tajna broń ministra finansów”. Przybiegł do mnie dyrektor gabinetu politycznego: „Pani Aniu, czy pani oszalała? Przecież pani jest poważną osobą. Co pani robi?”. Tymczasem moje zdjęcie było zrobione dużo wcześniej – nie było wtedy mowy o okładce... Myślałam, że mnie od razu wyleją, poszarzałam na twarzy od stresów.

GALA: Uważam cię za bardzo ambitną kobietę. Byłaś doradcą w MF, rzeczniczką PLL LOT, dziennikarką newsową w „Panoramie”, kulturalną w Radiu dla Ciebie, gdzie prowadziłaś program o książkach. Zagrałaś w kilku filmach, wzięłaś udział w największych telewizyjnych formatach, choć z różnym skutkiem.

ANNA POPEK:  Po kolei. Szczerze mówiąc, z mojej ministerialnej przygody niewiele rozumiałam, jeśli chodzi o esencję samej polityki – władzę. Nie będę udawała eksperta. Natomiast bardzo zainteresowała mnie polityka jako dziedzina kreacji i marketingu. Może to zabrzmi okrutnie, ale – niestety – coraz mniej w niej merytokracji. Wizerunek i uwodzenie to dziś nie druga, lecz pierwsza natura polityka. Zresztą rząd upadł po ośmiu miesiącach, a ja wróciłam do telewizji.

GALA: Gdzie przyjęto cię z otwartymi ramionami.

ANNA POPEK:  Nie przesadzaj. Powiedzmy, że pozwolono mi się wsunąć przez uchylone drzwi, ku mojej radości. Bo uwielbiam pracę w zespole, nakręca mnie. Moje „Pytanie na śniadanie” wręcz kocham. Niech będzie, że to mój „kochanek poranny”, w którego ramionach budzę się raz w tygodniu. Wolałabym częściej, ale mam Oliwię i Gosię, które muszę odchować. Skończył się rok szkolny, a oceny różne, mówiąc oględnie. Muszę się wziąć do roboty. Jedna i druga są dość zdolne, ale trochę obiboki. Matka prezenterka nie zadbała, musi się uderzyć w piersi.

GALA: Twoje dziewczynki mają chociaż siebie, gdy ty się bez pamięci poświęcasz telewizji.

ANNA POPEK:  Ależ nie dopuszczam, żeby mnie na okrągło nie było w domu! Już pracowałam w newsach, więc wiem, jak ta praca wygląda. Gdy prowadziłam poranne wydania „Panoramy”, przychodziłam na dyżur na 6.00, o 21.00 było ostatnie wieczorne wydanie. Harówa od świtu do nocy. Dziennikarstwo polityczne to inny typ myślenia – ofensywny, agresywny, zdecydowany. Sprawy załatwia się od razu, podejmuje decyzje, wątpliwości zostawia na potem. Tempo i natężenie uwagi takie, że wieczorem nie ma się sił na żadne

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ