W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem cofamy się do 2009 i wyjątkowej rozmowy, jaką odbyliśmy z Jackiem Borkowskim.

Dzisiaj dotarła do nas tragiczna wiadomość o śmierci ukochanej żony aktora, Magdaleny Gotowieckiej-Borkowskiej. Borkowski długo walczył o tę miłość, która zaowocowało narodzinami dwójki dzieci.

Tylko nam Jacek Borkowski opowiedział o tym, jak poznał "największą miłość swojego życia"!

Przeczytajcie fragment wywiadu:

Sześć lat starał się, by unieważnić ślub kościelny, który wziął tuż po studiach. Udało się. Mógł więc w końcu poślubić Magdalenę Gotowiecką, z którą związał swe życie kilka lat temu i z którą ma dwoje dzieci: 6-letniego Jacka i 2-letnią Magdę.

GALA: Pańska cierpliwość została wynagrodzona. Nareszcie może się pan ożenić z ukochaną kobietą.

JACEK BORKOWSKI: Kiedyś musiało to nastąpić. Ostatnie lata były bardzo trudne. Przez długi czas nie mogłem dostać rozwodu. Byłem obmawiany i szkalowany. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dziś zamykam pewien rozdział swojego życia i zaczynam nowy. Żenię się ze wspaniałą, piękną kobietą, z którą mam dwoje dzieci, sześcioletniego Jacka i dwuletnią Magdę.

GALA:  Jak pana starsza córka, Karolina, przyjęła wiadomość o waszym ślubie?

JACEK BORKOWSKI:  Rozstanie rodziców nigdy nie jest dla dziecka łatwe, nawet jeśli dziecko jest dorosłe. Tak jak to miało miejsce w przypadku Karoliny. Musiało minąć trochę czasu, zanim uporała się z nową sytuacją. Przegadaliśmy na ten temat wiele godzin. Tłumaczyłem swojej córce, że z chwilą mojej wyprowadzki z domu nic między nami się nie zmieni. Karolina zawsze była i będzie dla mnie ważna. Rozstanie z jej matką było do przewidzenia. Więcej nas dzieliło, niż łączyło. Tkwiłem w tym związku 20 lat, bo chciałem, żeby nasza córka wychowywała się w pełnej rodzinie. Spędzaliśmy razem wakacje, święta. Była szczęśliwa. Kiedy się usamodzielniła, mogłem z czystym sumieniem odejść.

GALA:  Mam przez to rozumieć, że przez tyle lat żył pan w fikcyjnym związku?

JACEK BORKOWSKI:  Nie jestem żadnym męczennikiem. Gdybym chciał wcześniej odejść od rodziny, na pewno bym to zrobił. Z drugiej strony mówienie, że w moim związku było cały czas źle, byłoby kłamstwem. Zdarzały się też miłe chwile. Jest to pewnego rodzaju zależność, która łączy małżonków, i trzeba w tym znaleźć również pozytywy. Nie da się wyjaśnić tego w jednym zdaniu. Wiąże się z tym wiele emocji, różnego rodzaju ucieczek, walki z samym sobą. Jedno jest pewne: postępując w taki, a nie inny sposób, kierowałem się przede wszystkim odpowiedzialnością. Mam taką zasadę, że jak otwierają drzwi, to wchodzę, nie oglądając się za siebie.

GALA:  I nie ma pan sobie nic do zarzucenia?

JACEK BORKOWSKI:  Każdy z nas ma swój kodeks postępowania i zasady, jakimi się kieruje w życiu. Jeśli chodzi o mnie, popełniłem wiele błędów i mam tego pełną świadomość. Nigdy jednak nie wstydziłem się tego, co zrobiłem. Nie mam sobie nic do zarzucenia. W kwestii moralności również. A to, jak oceniają mnie inni, to ich sprawa...

GALA:  Od kiedy w pana życiu pojawiła się Magda, jest pan szczęśliwy?

JACEK BORKOWSKI:  Czy pani wie, że zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia?

GALA:  Kiedy to było?

JACEK BORKOWSKI:  Był listopad 2002 roku. Kręciłem we Wrocławiu serial dla TVP 2. Wygospodarowałem jeden dzień, żeby pojechać do Gdańska na nagranie programu. Była wtedy straszna pogoda. Padał deszcz ze śniegiem. Na domiar złego wlokłem się za tirem, którego nie mogłem wyprzedzić. W końcu zobaczyłem zjazd i napis „Toruń”. Pomyślałem, że pójdę coś zjeść, odpocznę i pojadę dalej. Zjechałem do Torunia. Zatrzymałem się niedaleko Starego Miasta. Na rogu była knajpka Sfinks. Wszedłem wprost na siedzącą nieopodal wejścia kobietę. Na jej widok oniemiałem z wrażenia. Patrzyliśmy na siebie chyba ze cztery minuty. W międzyczasie podali mi herbatę. Z wrażenia, zamiast do filiżanki, wysypałem cukier na stół. Po chwili wahania podszedłem do jej stolika, przedstawiłem się i zapytałem, czy jest sama.

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ