W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem cofamy się aż do 2009 roku i wyjątkowej rozmowy, jaką odbyliśmy z Joanną Horodyńską.

Tylko nam gwiazda opowiedziała, dlaczego po wielu latach zdecydowała się zakończyć związek, o którym myślała, że będzie już po grób.

Przeczytajcie fragment wywiadu:

„Uciekłam od niego, bo czułam, że za nim nie nadążam” – tak jedna z najpiękniejszych polskich modelek mówi o rozstaniu z byłym prezesem wydawnictwa Agora Markiem Sową. Byli razem osiem lat. Nam Joanna Horodyńska opowiada o tym, kto w jej życiu zastąpił niedoszłego męża i dlaczego jest uważana za snobkę.

GALA: Rozstała się pani ze swym wieloletnim partnerem? Czy to prawda?

JOANNA HORODYŃSKA : Tak. To prawda.

GALA: Co się stało? Mówiła pani o nim przecież w samych superlatywach, że to fajny facet…

JOANNA HORODYŃSKA: To wspaniały facet, wciąż tak uważam. Przyjaźnimy się.

GALA: W to akurat nie wierzę...

JOANNA HORODYŃSKA: A jednak to prawda. Tylko że Marek jest obywatelem świata i nie potrafi osiąść w jednym miejscu, ciągle gdzieś go gna, a ja za nim nie nadążałam. Nie byłam pewna, czy chcę tak żyć. Tym bardziej że jestem patriotką i chcę być w miejscu, w którym mieszka moja rodzina, przyjaciele, gdzie rozwijam się zawodowo. Minęliśmy się w różnych kwestiach.

GALA: Czyli nici ze ślubu?

JOANNA HORODYŃSKA: Raz już uciekłam prawie sprzed ołtarza, bo uznałam, że to nie było to. Brzmi zabawnie, jak z romantycznej komedii, ale do Julii Roberts mi daleko. Od Marka właściwie też uciekłam, bo byłam pewna, czego pragnę i czego mi brakuje. A pragnę nie startować ponownie w maratonie. Mam nadzieję, że tym razem się zatrzymam.

GALA: Nie obawia się pani, że może zostać sama?

JOANNA HORODYŃSKA: Nie sądzę, żeby tak się zdarzyło, ale wszystko jest możliwe. Aczkolwiek nie myślę o samotności w kategorii tragedia życiowa. Mam kilku samotnych przyjaciół, którzy znajdują szczęście gdzie indziej, na przykład realizując swoje pasje. Często spotykamy się wszyscy, dzwonimy do siebie, a przede wszystkim sobie pomagamy. Od wielu lat mam tych samych przyjaciół i pielęgnuję te więzi. Dzięki temu samotność, choć jest, nie ma szans, by nas zgnieść (śmiech).

GALA: Robi pani coś, aby nie być samotną kobietą?

JOANNA HORODYŃSKA: Nie chcę zapeszać, ale w moim życiu pojawił się ktoś, kto sprawia, że mam motyle w brzuchu, budzę się rano i stąpam boso po rosie, a lot na Księżyc wydaje się pestką. Kupuję plastikowe, dziecięce wiatraki, jem kręcone lody z automatu. Drogie kobiety, nie traćcie zatem nadziei, bo to nieprawda, że wielkie uczucie zdarza się tylko raz w życiu! Może jednak kilka razy?

GALA: Jest już pani gotowa na dziecko? Kiedyś powiedziała pani, że potrafi dostać paranoi na widok pryszcza na twarzy, więc tym bardziej nie wyobraża sobie siebie z wielkim brzuchem i cellulitem.

JOANNA HORODYŃSKA: W życiu czegoś takiego nie powiedziałam! Absolutnie nie obawiam się tego, że będę gruba, ponieważ wiem, że ciąża to taki stan, przez który kobieta musi przejść, a radość po narodzinach jest ogromna i daje siłę. Kiedyś bardzo chciałam mieć dziecko. Długo zresztą żyłam w przekonaniu, że do trzydziestki zostanę mamą, ale tak się nie stało. Bardzo lubię dzieci, spędzam dużo czasu z moją chrześnicą Niną, która odziedziczyła po mnie pasję do mody. Nikt tak jak ona nie chodzi przed lustrem z torebką Lanvin pod pachą! Organizujemy nawet domowe pokazy mody. Ja stylizuję, a Nina mi asystuje. U nas w tym sezonie króluje róż.

GALA: Proszę zdradzić, jakie ma pani oczekiwania wobec nowego partnera?

JOANNA HORODYŃSKA: Nie mam wielkich wymagań w stosunku do mojego mężczyzny. Chcę tylko, żeby…

GALA: Miał długie rzęsy?

JOANNA HORODYŃSKA: To też (śmiech). A do tego powinien być wysoki i z poczuciem humoru, bo sama uwielbiam żartować właściwie ze wszystkiego. Śmiech pozwala mi inaczej spojrzeć na świat. Najważniejsze jednak, żeby mężczyzna mnie kochał i wspierał. Ktoś powie, że to banał, ale dla mnie to ma sens.

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ