W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem cofamy się o 2011 i wyjątkowej rozmowy, jaką przeprowadziliśmy z Mają Ostaszewską.

Tylko "Gali" aktorka opowiedziała o tym, jak udaje się jej rozdzielać życie prywatne od kariery w show-biznesie i czemu nigdy nie będzie celebrytką.

Przeczytajcie fragment wywiadu:

Od lat jest na topie. Co jakiś czas pojawia się na okładkach magazynów, potem znika. Nie interesuje jej bycie celebrytką. Mówi o sobie, kiedy ma ważne powody tak jak teraz. W TVN brawurowo gra w serialu „Przepis na życie”, w kinach zobaczymy ją w głównej roli w kryminale „Uwikłanie” Jacka Bromskiego A co z dziećmi? „Praca to dobre wyjście, bo na planie odpoczywam od przysłowiowych pieluch i potem jestem lepsza dla swoich maluchów” – twierdzi aktorka, o której mówi się „prawdziwa muza”.

GALA: Prokurator Szacka w oryginale była prokuratorem Szackim. Zostało coś męskiego w Twojej roli?

MAJA OSTASZEWSKA: Szacka jest pełnokrwista i wielowymiarowa. Zdyscyplinowana, zdecydowana, władcza w pracy. Potrafi być brutalnie szorstka w stosunku do podwładnych, a jednocześnie widzimy jej wrażliwość i emocjonalną bezradność w tym, co związane jest ze sferą osobistą, uczuciową. W życiu prywatnym nie jest już taka strasznie harda i twarda. Pod maską twardziela, taką skorupą, która chroni ją przed zranieniem i pozwala uprawiać ten trudny zawód, kryje się osoba delikatna. Kobieta, która próbuje dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest i czego w życiu pragnie. Jestem ogromnie wdzięczna za tę zamianę producentowi Juliuszowi Machulskiemu i reżyserowi Jackowi Bromskiemu. W moim odczuciu w polskich serialach role kobiece są często stereotypowe i jednowymiarowe. Fakt, że moja rola powstała z męskiego pierwowzoru sprawia, że zostały pewne zachowania, które mogłyby się nie pojawić.

GALA: A stereotypy do Ciebie nie pasują: aktorka Warlikowskiego, mama dwójki dzieci, buddystka, kobieta niezależna w stałym związku, gościnnie w serialu.

MAJA OSTASZEWSKA: Nie godzę się na stereotypowy obraz kobiety ani w życiu, ani w polskim kinie, a w polskim serialu, to już w ogóle. Żyjemy w patriarchalnym, szowinistycznym społeczeństwie, gdzie z ust mężczyzn słyszymy lekceważenie wobec kobiet, które siedzą w domu. A one często nie mają wyjścia, ponieważ cała odpowiedzialność za wychowanie dzieci spada na ich barki. Nie podoba mi się to i wzbudza mój bunt. Mnie również zdarza się być kurą domową i lubię to. Moje domatorstwo pojawiło się z dziećmi i dobrze mi z tym. Ale z drugiej strony praca jest moją pasją, czymś, co mnie pochłania, mega wkręca, co chcę ciągle robić. Może dlatego rola pani prokurator, z tym jej męskim, scenariuszowym rodowodem, tak mnie porwała i zachwyciła. Kobiety są przecież różne. Bardzo delikatne, uległe, ale też przebojowe, bezwzględne. Gospodynie domowe i pracoholiczki.

GALA: Zdjęcia w Krakowie trwały ponad miesiąc, ale miałaś szczęście i mogłaś zabrać dzieci ze sobą.

MAJA OSTASZEWSKA: To był cudowny prezent od produkcji Zebra, za co jestem im niezmiernie wdzięczna i co zawsze będę powtarzać. Mogłam skupić się na pracy w poczuciu, że moje dzieci są obok mnie i są szczęśliwe. Miałam wynajęte przepiękne mieszkanie z ogrodem w starej kamienicy i było nam tam bosko. Michał kręcił wtedy film we Francji, ale miałam do pomocy nianię i oczywiście rodziców. Moi rodzice lata temu wyprowadzili się pod Kraków, mają dom przy Parku Ojcowskim. W najcieplejsze dni mama zabierała Frania i Janinkę do siebie, a ja jechałam do nich w każdej wolnej chwili. Siedziałam z dzieciakami w ogródku mamy i taty. To były dla nas magiczne chwile.

GALA: Aktorzy często podkreślają: oddałem tej roli kawał swojego życia. A co Szacka dała Tobie?

MAJA OSTASZEWSKA: Bardzo mi zależy na tym, aby w życiu prywatnym być Mają Ostaszewską, a nie odgrywać swoją ostatnią rolę. Ale rzeczywiście jest coś takiego, mam to jeszcze ze szkoły Krystiana Lupy, że na etapie przygotowań lubię każdą nową postać „wyhodować” w sobie. To taka podróż w rejony cudzych doświadczeń. Szansa spojrzenia na świat przez pryzmat innej osoby, jej oczekiwań, frustracji, marzeń, namiętności. Wtedy ćwiczysz wyobrażanie sobie siebie jako kogoś innego. Dostajesz szansę spróbowania cudzego życia. Można to potem wykorzystać w życiu prywatnym czy zawodowym, jak się np. z kimś konfliktujesz. Łatwiej ci wejść w skórę tej drugiej osoby, popatrzeć na problem jej oczami. W tym sensie mam poczucie, że każda rola uczy pokory i empatii.

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ