W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem cofamy się o 2012 roku i naszej wyjątkowej rozmowy z Moniką Kuszyńską.

Tylko nam gwiazda opowiedziała o życiu po swoim tragicznym wypadku i o tym, dlaczego zdecydowała się wziąć udział w programie "Bitwa Na Głosy".

Przeczytajcie fragment wywiadu:

Jest drobna, delikatna, ma wielkie orzechowe oczy, które skrywają niesamowitą siłę, wolę walki. I miłość. Miała 26 lat, kiedy jej świat nagle runął z powodu wypadku. Najpierw w szpitalach walczyła o przeżycie, potem walczyła ze sobą o siebie. Sparaliżowana od pasa w dół, musiała uczyć się życia na nowo: zaczęła śpiewać, wyszła za mąż, a teraz podjęła kolejne wyzwanie – została jurorem w muzycznym show. Bo Moniki nic nie jest w stanie pokonać.

Kiedy dostała Pani propozycję występu jako juror w „Bitwie na głosy” w TVP2, to pomyślała Pani przede wszystkim o czym?

Pomyślałam, czy ja w ogóle nadaję się do takiego programu rozrywkowego, bo nie jestem typem showmana, nie potrafię wykrzesać z siebie sztucznego entuzjazmu ani nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem. A byłam przekonana, że czegoś takiego się ode mnie oczekuje. Na szczęście przekonano mnie, że zupełnie nie o to chodzi. Poza tym to było dla mnie ogromne wyzwanie. Jeszcze do niedawna miałam wielki problem z powrotem do śpiewania, do publicznego występowania. Czułam silną barierę psychiczną. Kilka miesięcy wcześniej na pewno bym się na to nie zdecydowała. Musiałam pokonać parę symbolicznych schodków. Pamiętam, że miałam w swojej głowie listę największych koszmarów, które mogłyby mi się przydarzyć.

Na przykład?

Występ na festiwalu w Opolu, wizyta w programie na żywo w telewizji na Woronicza... To drugie mam już zaliczone kilkakrotnie. Jak wyszłam ze studia po raz pierwszy, śmiałam się, że mój największy koszmar spełnił się i... wcale nie był taki koszmarny.

Ale musiała Pani stoczyć ze sobą wewnętrzną walkę.

Tak, żeby zdystansować się do świata. Wytłumaczyć sobie, że nie jest ważne, co ludzie sobie o mnie pomyślą, bo to jest MOJE życie. Jeśli będę kierować się strachem przed opinią innych, przed ich oceną, nigdy nic ze swoim życiem nie zrobię.

Chciałoby się powiedzieć: mądra dziewczynka!

(uśmiech) Kiedy się w końcu przełamałam i odważyłam np. wystąpić na żywo w telewizji, okazało się, że konsekwencje były bardzo pozytywne. Nie dość, że ja poczułam się silniejsza, to jeszcze opinia innych wcale nie była dla mnie druzgocąca, wręcz przeciwnie. Wracały do mnie bardzo ciepłe głosy, że to, co robię, jest ważne, dobre i że trzeba pokazywać ludziom, że warto pokonywać swoje słabości i lęki. To mnie umacniało i dawało satysfakcję, ale też siłę, żeby iść dalej. Większość moich decyzji podejmuję intuicyjnie – albo coś czuję, albo nie.

Z nikim się Pani nie konsultuje?

Jeśli mam wielkie wątpliwości, konsultuję się z siostrą, mężem, przyjaciółmi, z najbliższymi osobami, które uczestniczą w moim życiu i o których wiem, że chcą dla mnie jak najlepiej, na pewno będą szczere i dobrze mi podpowiedzą. Zazwyczaj każdy i tak mówi: „Ty sama musisz zdecydować”, ale kiedy rozmawialiśmy o „Bitwie na głosy”, wszyscy stwierdzili: „Dasz sobie radę!”.

Wierzy Pani, że bliscy zawsze są wobec Pani szczerzy?

Życie mnie nauczyło, że z tą szczerością należy uważać. W pierwszej kolejności trzeba kierować się dobrem drugiej osoby. Mogę odwrócić pani pytanie: czy ja jestem szczera wobec moich bliskich? Oczywiście staram się, ale jak mam coś bolesnego do powiedzenia, próbuję zrobić to w taki sposób, żeby nikogo nie skrzywdzić.

Wisława Szymborska w jednym ze swoich wierszy napisała przejmująco prawdziwe zdanie: tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono. Pani przeszła ciężką próbę. Czego się Pani o sobie dowiedziała?

Paru rzeczy. Odkryłam w sobie kilka cech, których się nie spodziewałam: wielką cierpliwość, opanowanie, spokój, dużą siłę. Zawsze wydawało mi się, że jestem raczej osobą wrażliwą i delikatną. Okazało się, że różne cechy potrafią się ze sobą łączyć. Wrażliwość może iść w parze z taką zwykłą ludzką siłą. Upadasz, ale potrafisz się podnieść, otrzepać i pójść dalej. Nie tak głupio, bez refleksji, tylko ucząc się za każdym razem czegoś o sobie, o świecie. Odkryłam w sobie bardzo duży optymizm, pogodę ducha, co w mojej konkretnej sytuacji wyjątkowo się sprawdziło. A przecież wypadek stworzył idealne warunki do tego, żeby popaść w depresję, smutek i zagłębić się w tym na zawsze. Znam takie przypadki.

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ