W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem cofamy się aż do 2010 roku i naszej wyjątkowej rozmowy z Nataszą Urbańską i Januszem Józefowiczem.

Tylko nas para zaprosiła na swoje niezwykłe wakacje w Brazylii i opowiedziała o tym, jak radzi sobie z atakami i krytyką.

Przeczytajcie fragment wywiadu:

„Moje przegrane są w istocie wygranymi. Mobilizują do działania” – mówi Natasza. Od czasu zakończenia ostatniej edycji „Tańca z gwiazdami” milczała. Wyłączyła telefon, odwołała występy w telewizji. Nie chciała się sztucznie uśmiechać. Czuła się zraniona. Jednak zamiast rozpaczać, razem z mężem i córeczką wyjechała na pierwsze długie wakacje. Wybrali Brazylię. Tam mieszka Kamila, córka Janusza z pierwszego małżeństwa. Te dni spędzone tysiące kilometrów od Polski podziałały jak balsam. Natasza i Janusz znowu poczuli, jak ważni są dla siebie. Do Warszawy wrócili silni, radośni, z nowymi pomysłami. Teraz przygotowują się do podróży do Indii. „I to wcale nie będą wakacje” – mówi tajemniczo Janusz.

Mroźny sobotni wieczór. Ze Studia Buffo, którym Janusz, zwany przez przyjaciół „Józkiem”, kieruje od 18 lat, wylewają się tłumy. Chociaż „Tyle miłości” to spektakl nienowy. Tak jest co wieczór. Wszystkie przedstawienia mają tu pełną widownię. Siedzimy z Nataszą i Januszem w jego dyrektorskim gabinecie przy gorącej, aromatycznej herbacie. Obiecujemy sobie, że nie będziemy długo rozmawiać (obiecanki cacanki…), bo Janusz chce jeszcze „wykąpać dzidzię”, czyli 14-miesięczną córeczkę Kalinę. Razem z nią byli niedawno w Brazylii. Ale ich ukochanym miejscem jest Florencja i teraz wybierają się tam już we trójkę. Mieszkają albo w Warszawie – gdy muszą być codziennie w teatrze – albo w dworku oddalonym o godzinę jazdy samochodem od stolicy, gdzie Janusz zamienia się w rolnika i hodowcę. Ma już gęsi, kury i dwie kozy. I ambicję żywienia rodziny własnymi produktami. Latem uprawia ogród warzywny. „A teraz kupujemy kozła”– mówi Natasza. „Nic nie mów, ty się na tym nie znasz. To moja domena” – śmieje się Janusz. I planuje na wiosnę wykopać staw, a potem wpuścić do niego ryby. Jeśli mieć własne, to wszystko, to do końca.

GALA: Jaka rewelację na swój temat ostatnio przeczytaliście?

NATASZA URBANSKA: Podobno nie jestem jurorką w „You Can Dance”, bo nie odbierałam telefonów... A ja myślę, że aby oceniać innych, trzeba samemu być mistrzem w jakiejś dziedzinie. Muszę się jeszcze wielu rzeczy nauczyć. Może jak zadzwonią za 20 lat…

GALA: Januszu, podobno nie mozesz patrzec na to, jak Natasza odnosi sukcesy…

JANUSZ JÓZEFOWICZ: Ktoś próbuje nas ustawić w pozycji wzajemnej zazdrości. Dla tych, którzy źle życzą naszemu związkowi, mam smutną wiadomość: KOCHAMY SIĘ I JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI. Poza tym myślę, że prawdziwe sukcesy są dopiero przed nią.

GALA: Nigdy Was te próby ustawiania przeciwko sobie nie skłóciły?

NATASZA: Przeciwnie, raczej wzmocniły. Najbardziej napastliwą kampanię mieliśmy podczas realizacji „Przebojowej nocy”. Stacje konkurencyjne wobec TVP chciały nas zniszczyć za to, że mieliśmy czelność wymyślić coś oryginalnego i odebrać im parę milionów widzów. Pisano więc, że Józefowicz lansuje Urbańską, która jest beztalenciem. Dziś te same gazety piszą, że zazdrości jej sukcesu…

JANUSZ: Od czasu „Przebojowej nocy” przestałem się interesować tym, co o nas piszą. Nie czytam gazet. I dobrze mi z tym. Mam więcej czasu na książki. Jeśli chcę się czegoś dowiedzieć o świecie, włączam telewizję, niekoniecznie polską. Bolesne jest to, że pod hasłem „wolność słowa” uprawia się rzeczy obrzydliwe, które nie mają nic wspólnego z wolnością, a za to wiele z podłością. Dzisiaj opluwa się ludzi bezkarnie, a donos nazywa newsem.

GALA: Nataszo, media ubrały Cię w kostium wielkiej przegranej. Jak się z tym czujesz?

NATASZA: Dla mnie te przegrane są w istocie wygranymi, bo mobilizują do pracy nad sobą.

GALA: Nie wierzę, że tak myślisz.

NATASZA: A jednak. Nie wiem, co by się ze mną dzisiaj działo, gdybym wygrała „Jak oni śpiewają”. Pewnie nagrałabym jakąś kiepską płytę, wokół której zaległaby cisza, i czułabym się jeszcze bardziej przegrana.

JANUSZ: W tydzień po finale „Tańca z gwiazdami” graliśmy „Metro” w Hali Arena w Łodzi dla ośmiu tysięcy ludzi. Natasza wyszła na scenę, nie zdążyła powiedzieć jednego słowa i już dostała ogromne owacje. Życzę wszystkim artystom takich przegranych. Poza tym celem Nataszy nie jest zostanie finalistką tego czy innego programu telewizyjnego, ale próba realizacji artystycznych marzeń. W tym sensie jest osobą wygraną. Idzie swoją drogą, wie, dokąd zmierza, i potrafi z wielu rzeczy rezygnować. Ostatnio odrzuciła propozycję, która dla wielu jej koleżanek byłaby kwestią życia lub śmierci – główną rolę w serialu.

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ