W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem wracamy do 009 roku i wyjątkowego wywiadu, jakiego udzieliła nam Natasza Urbańska.

Tylko "Gali" gwiazda opowiedziała o tym, czemu zdecydowała się na udział w "Tańcu z Gwiazdami" i jak wygląda jej życie, gdy gasną flesze.

Przeczytajcie fragment wywiadu:

Piekielnie zdolna, utalentowana, przebojowa. Perfekcjonistka. Kiedy przyjęła propozycję udziału w „Tańcu z gwizdami”, w mediach rozpętała się burza. No bo jak to? Ona? Zawodowa tancerka? „Nie skończyłam szkoły tanecznej ani baletowej. Dlaczego miałabym nie skorzystać z takiej szansy?” – mówi w wywiadzie dla „Gali”. Zresztą to nie noty jurorów są dla niej najważniejsze, ale córka Kalinka. Kiedy po treningu wraca do domu, dziewczynka klaszcze z uciechy. Tylko nas Natasza Urbańska zaprosiła do warszawskiego mieszkania, w którym mieszka z mężem i córeczką. Opowiedziała też, jak wygląda jej życie wtedy, kiedy gasną światła kamer.

GALA: Jest Pani uosobieniem delikatności, łagodności, zwiewności... Ma Pani w domu bokserski worek treningowy?

NATASZA URBAŃSKA: Worek?... (śmiech) Dlaczego?

GALA: Żeby wyładować złe emocje, których nigdy nie widać na Pani twarzy.

NATASZA URBAŃSKA: (śmiech) Nie, nie mam. Ale rzeczywiście, nie jestem osobą, która pokazuje emocje, która się wyładowuje. Wszystkie niedobre rzeczy ściągam do siebie i blokuję się na jakiś czas. Wtedy pojawia się mój ukochany anioł stróż (mąż Janusz Józefowicz – przyp. red.) i dosłownie literka po literce wyciąga ze mnie, o co chodzi, co się stało. Rzadko kiedy wybucham. Właściwie nigdy nie wybucham.

GALA: Nie odczuwa Pani złości, agresji, wsciekłości?

NATASZA URBAŃSKA: Czasami tak, bo życie nikogo nie oszczędza. Wtedy złość uderza mi taką gorącą falą do głowy i... zostaje w środku.

GALA: Nie zostawia żadnych fizycznych objawów?

NATASZA URBAŃSKA: Zabijam wzrokiem. Trudno mi w to uwierzyc. Czasami fuknę coś sobie pod nosem, cichutko (śmiech). Ale nie potrafię krzyknąć na kogoś, opierniczyć, zrobić awantury, walnąć książką czy rzucić kubkiem. My z mężem jesteśmy kompletnie różni. On jest emocjonalny i wybuchowy. Jak mu się coś nie podoba, od razu mi mówi. A ja, jak mi się coś nie podoba, to tak się kurczę w sobie, robię żółwika, znikam (śmiech). I wtedy Janusz pyta: „No dobra, mów, co się dzieje”.

GALA: Podobno raz zamknął się z Panią w samochodzie i powiedział, że nie wyjdziecie, dopóki mu Pani nie powie, co się stało. To romantyczne.

NATASZA URBAŃSKA: I chyba skuteczne...

GALA: Lepiej się Pani wtedy czuje?

NATASZA URBAŃSKA: Lepiej, no pewnie. Nie można kumulować w sobie złych emocji, wiem o tym. Kiedy byłam dzieckiem, na treningach uczyli mnie, że nie pokazujemy, jak coś nam nie wychodzi. W teatrze Janusz zawsze powtarza: „Nie zdałeś egzaminu, narzeczona cię rzuciła, jesteś chory, boli cię noga? Zostaw to w szatni. Mnie to NIE IN-TE-RE-SU-JE i widza też nie! Masz być tu i teraz”.

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ