W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem cofamy się aż do 2010 roku i naszej wyjątkowej rozmowy z Piotrem Adamczykiem.

Tylko "Gali" aktor opowiedział o swoich pasjach, spełnionym marzeniu o prowadzeniu własnej restauracji i tym, jak łatwo można odmienić swoje życie.

Przeczytajcie fragment wywiadu:

Ten wywiad powstał przy restauracyjnym stoliku, przy szczęku sztućców, gwarze rozmów. Jest zapisem rozmowy o tym, co codzienności nadaje barw: o pasjach. Piotr potrafi oddać się im całkowicie. Ma mnóstwo energii, wszystko go interesuje. Teraz jego największą pasją jest prowadzenie własnej restauracji. Ale to tylko punkt wyjścia. Bo jak sam mówi, jedna pasja rodzi kolejną. A najpiękniejsze jest to, że każdego dnia możemy zupełnie zmienić nasze życie oczarowując się czymś.

Któregoś dnia umówiłyśmy się z Magdą Mielcarz, aktorką i modelką na kolację. Magda mieszka na stałe w Los Angeles i byłam pewna, że to na mnie spadnie obowiązek wybrania warszawskiej restauracji. Tymczasem ona bez wahania zaproponowała: „Spotkajmy się w Starym Domu, u Adamczyka. Tam lubię chodzić najbardziej”. Kiedy otworzyłyśmy drzwi restauracji, Piotr stał przy wejściu i witał gości. Kiedy już usiadłyśmy, zapytał, czy może nam chwilę towarzyszyć. Otworzyłyśmy menu i zaczęła się jego opowieść: „Najlepszy jest tatar. Kucharz przychodzi i przy was, na specjalnym drewnianym stoliku, kroi mięso, dodaje grzyby, ogórki, przyprawy. Musicie tego spróbować. A na drugie koniecznie pierogi. I sam wybiorę wam wino”. Patrzyłyśmy na siebie z Magdą porozumiewawczo, ale Piotr nawet nie zauważył naszych rozbawionych spojrzeń. Zbyt zaaferowany był goszczeniem nas u siebie.

GALA: Zdziwiłam się trochę, widząc Cię tutaj. Niedawno przeczytałam gdzieś, że prowadzenie restauracji nie daje Ci żadnej frajdy, że jesteś tym sfrustrowany i chcesz zamknąć lokal. A Ty tymczasem wyglądasz na bardzo szczęśliwego.

PIOTR ADAMCZYK: Już parę osób pytało mnie, czy to prawda. Mogłaś też wyczytać, że nie płacę rachunków i wyłączyli mi prąd. No cóż. To kara, jaką płaci się za popularność i za nierzetelność dziennikarzy. Wiesz, współczuję ci, że w tych czasach musisz uprawiać swój zawód. Bo coraz trudniej będzie o prawdziwe, szczere wywiady. Teraz, w dobie internetu trzeba się bardzo pilnować. Bo kiedy nieuważnie powiemy dziennikarzowi o jedno szczere zdanie za dużo, to potem inni wyciągną z niego trzydzieści procent, dodadzą sześćdziesiąt procent informacji wyssanych z palca i okraszą to jakimś dramatycznym tytułem. I już jest nowy news, który potem portale internetowe biorą na swój warsztat. Cytując się nawzajem i dodając co nieco od siebie, na zasadzie głuchego telefonu, jedną bzdurę zmieniają w inną. Kompletnie inną. Czuję się, jakbym był postacią telenoweli, której nieznane mi osoby piszą życiorys.

GALA: Tylko jak tu teraz wybrnąć z tych kłamstw już napisanych?

PIOTR ADAMCZYK: Może napiszmy, że rzucam aktorstwo i teraz już tylko będę prowadził restaurację (śmiech).

GALA: W to akurat trudno uwierzyć. Za bardzo lubisz swój zawód. Ale patrząc na Ciebie takiego szczęśliwego w tej restauracji, pomyślałam sobie, że teraz już coraz rzadziej spotyka się ludzi pełnych pasji. A Ty do tylu rzeczy podchodzisz z ogromną energią, tyle rzeczy Cię oczarowuje. A jaka pasja wygrywa w Twoim życiu?

PIOTR ADAMCZYK: Pasja do poznawania ludzi oczywiście. To jest dla mnie najpiękniejsze. Moja firma producencka nazywa się „Aperto”, czyli po włosku „otwarte”. Niedawno po raz kolejny byłem we Włoszech i ze śmiechem zauważyłem, że reklamuje ją każda stacja benzynowa i to zupełnie za darmo (śmiech). Ale mówiąc poważnie, naprawdę uważam, że kiedy uśmiechamy się do nowo spotkanej osoby i zaczynamy z nią otwarcie rozmawiać, to nie ma bata, ona odpowie nam tym samym. I to jest w życiu najpiękniejsze. A aktorstwo kocham dlatego, że umożliwia mi ciągłe poznawanie nowych ludzi. Dziś rano chociażby byłem w Otwocku na otwarciu nowego prywatnego szpitala onkologicznego. Szpital jest imienia Fryderyka Chopina i stąd moja obecność tam. Bardzo się denerwowałem, bo konferansjerka nie jest moją najlepszą stroną. Ale jakich ludzi tam poznałem! Ci lekarze to dopiero pasjonaci!

GALA: Myślałam, że jako najważniejszą pasję wymienisz podróże.

PIOTR ADAMCZYK: W życiu już tak jest, że jedna pasja rodzi drugą. Uwielbiam podróżować. Tylko nie lubię mieszkać w luksusowych hotelach. Lubię poznawać kraj z ludźmi, którzy tam mieszkają. I dzięki aktorstwu właśnie mam taką możliwość. Gram za granicą i wtedy przyjeżdżam do Włoch, Portugalii czy Rosji po prostu do pracy. Kraj poznaję dzięki kolegom z planu, z ich tubylczej perspektywy.

GALA: Najdłużej mieszkałeś chyba we Włoszech. To Twój ulubiony kraj?

PIOTR ADAMCZYK: Nie wiem czy ulubiony, ale bardzo lubię tam jeździć. Pierwszy raz byłem tam jeszcze w szkole teatralnej. I wtedy po raz pierwszy zobaczyłem drzewa, na których rosną pomarańcze. Do Polski przywiozłem z tamtej podróży pomarańczowy miód. Takiego zapachu i smaku nie można podrobić! Włochy to dla mnie zawsze był kraj kultury, elegancji, słońca. Za każdym razem, kiedy wysiadam tam z samolotu, to czuję, jak mi się luzują wszystkie mięśnie.

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ