W każdy weekend będziemy przypominać Wam jeden słynny wywiad, pochodzący z przepastnego archiwum "Gali". Tym razem cofamy się do 2010 roku i naszej wyjątkowej rozmowy, jaką odbyliśmy z Magdą Gessler.

Tylko nam najsłynniejsza polska restauratorka opowiedziała o spełnieniu, miłości, karierze i planach na niezwykły ślub!

Przeczytajcie fragment wywiadu:

„Smakuję trochę szampańsko, trochę ostrygowo. Jem fajne rzeczy, ładnie pachnę” – tak najpopularniejsza polska restauratorka opisuje samą siebie. Nigdy wcześniej nie czuła się tak spełniona jak teraz. Od zawodowych sukcesów ważniejsza jest jednak miłość. A ona niedługo weźmie ślub w cerkwi. Tylko to na razie tajemnica.

GALA: Od kilku miesięcy jeździsz po kraju, „uzdrawiając” restauracje w programie TVN ,,Kuchenne rewolucje”. Czy przy okazji odkryłaś w sobie showmankę?

MAGDA GESSLER: To, co tam robię, nie ma nic wspólnego z showmeństwem. Zachowuję się naturalnie, tak, jakbym miała odnawiać moją własną restaurację. Przy czym otrzymuję ją w spadku po kimś, kto wygenerował problemy. Robię wszystko, aby ją z nich wyprowadzić i odnieść sukces. Moje wystąpienia są autentyczne. Nic nie jest wyreżyserowane. Tworzę nową koncepcję restauracji albo poprawiam zastaną. To zależy od miejsca, przestrzeni, czasu. Inaczej jest w Pszczynie, inaczej jest w Gdańsku. Muszę wydać też sprawiedliwy werdykt: kto odpowiada za niepowodzenie restauracji. Często są to właściciele.

GALA: Jak oni wtedy reagują?

MAGDA GESSLER: Bronią się, nie chcą tego przyjąć do wiadomości i udają bezproblemową sytuację. Mam cztery dni, żeby wykryć przyczynę niepowodzenia restauracji. To bardzo mało czasu. Ale rozumiem, dlaczego się bronią – program dociera do każdego kącika... Trochę to wygląda jak zabawa w chowanego.

GALA: Prasa rozpisuje się o „aferze o hamburgera” w Lublinie. Powiedziałaś, że mięso śmierdzi trupem, Sanepid nałożył kary na właścicieli, a ci są na Ciebie rozżaleni. Słusznie?

MAGDA GESSLER: Nie. Hamburger w Polsce jest zdegradowany w swojej społecznej funkcji. Inaczej niż w Stanach czy Kanadzie, gdzie wciąż jest modny, bo mamy kryzys, a to tania forma jedzenia. Jedyne kolejki, jakie widziałam w tych krajach, są właśnie po hamburgery. Ale ich składnikiem nie jest oko, wymię, ścięgno i kawałek ucha, tylko prawdziwe mięso. Jeśli w Polsce ktoś się porywa na hamburgera, ma szansę na sukces. Bo nasza wołowina jest najlepsza na świecie. Za granicą jest sprzedawana po 70 euro za kg, bo krowy pasą się na łąkach, a nie w boksach, jak na świecie. W Jesz Burgerze chciałam podkreślić, że studenci nie muszą jeść oczu, wymion i ścięgien, tylko prawdziwe mięso za niezbyt duże pieniądze. I może marża będzie nieduża, ale przez to, że zwiększy się sprzedaż, wystarczy na utrzymanie restauracji. Dostali ode mnie witrynę chłodniczą, która miała pokazać Polakom, że hamburgery to nie przemielony papier toaletowy i wymiona, tylko cudowne mięso z udźca wołowego oraz świeże warzywa. Ale panowie zlekceważyli moje uwagi, bo kiedy wróciłam, w lodówce zastałam dwa placki Ludzie, którzy jedzą z apetytem i radością, mają apetyt na życie, na miłość, na seks. Mniej się boją ziemniaczane. A potem podali mi wołowinę upodloną do tego stopnia, że pachniała padliną! W życiu w restauracji nic tak wszechobecnie nie śmierdziało!

GALA: Wszyscy prawie uciekli! Po co wobec tego Ciebie tam zaproszono?

MAGDA GESSLER: Bo panowie nie wiedzieli, że program jest niemal dokumentalny! Prawda czasu, prawda ekranu. I że scenariusz pisze życie, czyli oni. Ja nie manipuluję rzeczywistością.

» PEŁEN WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ