Mężczyzna jest lepszym przyjacielem kobiety niż brylanty, o których tak ładnie śpiewała przed laty Marilyn Monroe?

Może nim być. Zdarzają się przyjaźnie między kobietą a mężczyzną trwające przez całe życie. Znam pary, które były małżeństwem, ich drogi się rozeszły, a oni stworzyli nowe związki, ale pozostali przyjaciółmi. I, o dziwo, ci nowi partnerzy w tym nie przeszkadzają, nie okazują zazdrości.

Wiele się ostatnio zmieniło w relacjach damsko-męskich i naszych wyobrażeniach na temat męskości i kobiecości. Kiedyś wszystko było jasne: kobieta była kapłanką domowego ogniska, a mężczyzna wojownikiem. Dzisiaj kobiety przejmują męskie role, mężczyźni zaś niewieścieją – chodzą do kosmetyczek, śledzą modowe nowinki i zajmują się domem. Jak Pan, seksuolog, postrzega te przemiany?

W przeszłości te role były jasno wytyczone. Od niemowlęctwa wychowywano nas w określonym kierunku. Zadaniem kobiety, która nie pracowała zawodowo, był dom i rodzenie dzieci. Tylko nieliczne kobiety wybijały się na niezależność, bo pole manewru było niewielkie. Teraz, kiedy jest niezliczona liczba wariantów rozwoju, widać, jak dalece jako gatunek jesteśmy elastyczni. Kobiety pilotują odrzutowce, zostają policjantkami, zawodowymi kierowcami, a jednocześnie są takie, które odgrywają role bardzo kobiece. Świat stwarza wiele możliwości, a kobieta i mężczyzna mogą się realizować zgodnie z upodobaniami. Mężczyzna – jeśli znajdzie odpowiednią partnerkę – może się zająć domem i nie pracować zawodowo. Pamiętajmy jednak, że linia ewolucyjna człowieka to miliony lat, a ta obyczajowa rewolucja to zaledwie ostatnie 20-lecie. Więc tkwią w nas cechy przeszłości. Kobieta oczekuje, że wojownik przyniesie zwierzę i rzuci pod jej jaskinią, czyli będzie męski, decyzyjny, silny, obroni, ochroni. A on chciałby, by kobieta była ciepła i sympatyczna. Te modele się zderzają i stąd nasze rozbieżne oczekiwania. Słyszę w gabinecie: „Nie mogę nic złego na męża powiedzieć, to ideał. Świetny partner, uczuciowy, wrażliwy, pomaga w domu, dobrze gotuje, potra zająć się dzieckiem”. Ona się realizuje zawodowo, on spełnia się w domu.

W czym więc problem?

Nie ma już między nimi namiętności. Za bardzo się do siebie upodobnili. A przecież nie można odczuwać pożądania do własnego klona. Bo w niektórych związkach ta druga osoba się upodabnia, jest prawie identyczna. Cechą współczesnych czasów jest zanik namiętności i pożądania.

Brzmi strasznie. Namiętność to siła napędowa życia.

Ale ją zabijamy. Drugi przykład, co często się zdarza: wyzwolona, nowoczesna kobieta. Przyszedł do niej do pracy mężczyzna, który jej się podoba. Ona zaprasza go do domu i do łóżka. Czyli: załatwia z nim sprawę. On mógł na to przystać, pójść z nią, ale już nic dalej z tego związku nie będzie. Bo zagubił się po drodze archetypiczny model, zgodnie z którym on musi ją trochę zdobywać. Powinien czuć, że to jego zasługa, kiedy ona się z nim w tym łóżku znajdzie. A to zostało mu już podane.

Czy w tym można upatrywać przyczyny samotności młodych kobiet? Że stały się zbyt decyzyjne, władcze?

Na pewno też.

To się wiąże z rozszczepieniem seksu od miłości. Pokolenie 20-latków traktuje seks jak zajęcia sportowe. Starszych, 30-latków to przeraża. Mówią o sobie, że są old fashion. W którą stronę to pójdzie?

Rozszczepienie stało się faktem, może się pogłębiać. W przypadku mężczyzn jeszcze bardziej w związku z rozwojem informatyki i cyberseksem. Pornogra fia to dziś najlepiej sprzedający się przemysł w internecie. A przed nami są nowości techniczne – seks trójwymiarowy, wirtualny. Niesamowicie wciągające, dla mężczyzn absolutna nowość. W gabinecie mam wysyp takich spraw. Przychodzi para. Seks uprawia rzadko, raz na trzy–cztery tygodnie. To problem, bo są młodzi, zdrowi. I okazuje się, że on woli seks wirtualny – to go podnieca, jest atrakcyjne. Jak wejdą nowe formy, będziemy świadkami zmniejszenia się relacji seksualnych w związkach. Bo kobiety poradzą sobie inaczej – skoro oddzielają seks od uczuć, będą miały przygody. Ale jestem zaniepokojony związkami.

Co dzisiaj oznacza „męskość”? Czy męski jest ten, kto dba o dom, rodzinę, czy też ten, kto podbija świat i stawia na karierę?

Nie ma dzisiaj kryterium męskości. Są różni mężczyźni – partnerscy wobec kobiet albo mężczyźni bluszcze. Są tacy, którzy jeszcze mają namiastkę macho, i pracoholicy, z którymi poza pracą o niczym innym nie da się rozmawiać. Więc kobiety uciekają do świata marzeń, filmów i literatury, przenoszą te marzenia na znanych aktorów. Stąd niektóre filmy cieszą się tak wielkim powodzeniem. Bo jacy aktorzy się dziś najbardziej podobają kobietom? Np. George Clooney czy Antonio Banderas – niezwykle męscy. To świadczy o tym, że jest zapotrzebowanie na cechy męskie.

Ale chyba nie w przypadku polskich aktorów. Ci z góry rankingów, jak Borys Szyc, Piotr Adamczyk czy Tomasz Karolak, niewiele mają wspólnego z archetypami męskości.

Tutaj rzeczywiście jestem trochę bardziej krytyczny. Nie potra fiłbym powiedzieć, czy w Polsce jest mężczyzna, który jest uosobieniem cech atrakcyjnych. Bo jak jest dobry aktor, aparycję ma na ogół mało ciekawą. Nie widzę idola, który mógłby uosabiać te męskie cechy.

To może polityk, Panie Profesorze? Politycy sprawują władzę, a to przecież największy afrodyzjak.

 

W rankingach najbardziej popularnych, seksownych mężczyzn w każdym kraju zawsze na szczycie są politycy sprawujący władzę. Przez lata potwierdzały to moje badania. Kiedy premierem był Mazowiecki, był na pierwszym miejscu atrakcyjności. Jak był Wałęsa, to Wałęsa; Kwaśniewski itd. Zawsze najbardziej popularny był samiec alfa. Teraz na pewno są to Tusk i Komorowski, bo są mężczyznami sukcesu. Działa afrodyzjak władzy. Aparycja nie ma tu wielkiego znaczenia, tylko męskie cechy: skuteczny, osiągnął wysoki standard i pozycję.

Kiedyś między kobietą a mężczyzną istniał rodzaj gry pobudzającej wyobraźnię, będący jakimś szczeblem do owej namiętności – flirt. Produkowano nawet specjalne karty do flirtowania. Dzisiaj mężczyzna flirtujący z kobietą jest jak okaz ze skansenu.

Bo seks stał się na wyciągnięcie ręki. Wirtualny, przez pornogra fię, wymaga tylko kliknięcia. A w realu, gdy nawiązuje się relacja męsko-damska, szybko można dojść do porozumienia, czy idziemy do łóżka, czy nie. Bo obie strony już nie muszą grać. Flirt był rodzajem macania, jak daleko się można posunąć. Dla niej miłym, gdyż była uwodzona, dla niego ważnym, bo dowiadywał się, na ile ona jest gotowa. I obie strony mogły wyjść z tego z twarzą. Ale flirt wymaga czasu, bo trzeba pójść z kobietą do kawiarni, na spacer, porozmawiać. A teraz jest za szybkie tempo. Ludzie się spotykają i albo idą w prawo, albo w lewo. Flirt został ucięty.

A u obu płci pojawił się strach. Przed utratą atrakcyjności i odrzuceniem. To on pcha do chirurgów plastyków już nie tylko kobiety, ale też mężczyzn. A ze strachem idzie w szeregu dwóch terrorystów: kult młodości i ideał piękna wykreowany przez media, o którym jednocześnie wiadomo, że jest nierealny, bo osiągnięty za pomocą komputerowych programów.

Mężczyźni też chcą zachować młodość, bo tak mocno promują ją media: piękne włosy, zęby, skóra, sylwetka. W sukurs przychodzi przemysł kosmetyczny i chirurgia plastyczna. A kobiety dłużej mogą sprostać kultowi młodości dzięki hormonalnej terapii zastępczej. Prowadzą też inny styl życia niż ich babki – mają mniej ciąż i porodów, są bardziej aktywne, zmieniła się dieta. Spotykam roztańczone, zabawowe 50-latki, niebojące się upływu czasu. W ogóle zmienia się kategoria wieku, ale to się łączy z zamożnością. Przy obecnym postępie medycyny i poprawie standardu życia aż żal, że nie jesteśmy nieśmiertelni. Powstało nawet międzynarodowe towarzystwo przeciw starzeniu, jest też polski oddział. Przygotowywane są tam indywidualne programy opóźniające starzenie. A wszystko to jest wymuszone przez oczekiwania społeczne.

Jakkolwiek by było, mężczyzna zawsze jest w lepszej sytuacji. Jego związek z dużo młodszą kobietą, nawet o 60 lat, jest społecznie akceptowany.

Kobiety też mają młodszych partnerów, to się zmienia.

Ale nadal traktuje się je jak hybrydy, wymyślono nawet dla nich nazwę: kuguar. Nie ma tu symetrii, dla mężczyzny nikt nie wymyśla cudacznych określeń.

Z roczników statystycznych wynika, iż liczba związków starszych kobiet z młodszymi mężczyznami sukcesywnie się zwiększa. A więc stereotypy powoli zanikają. Ale pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Odwołam się do badań Davida Bussa „Ewolucja pożądania”, które wykazują, że są pewne uniwersalia: kobiety cenią u mężczyzn standard, pozycję i ambicję, a wszystko to służy doborowi gniazda. Mężczyźni cenią u kobiety atrakcyjność i młodszy wiek, gdyż tak zaprogramowała ich ewolucja, co służy reprodukcji. Temu podporządkowanych jest wiele naszych zachowań, mimo że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Mężczyzna chce przekazać geny kobiecie, która gwarantuje sukces reprodukcyjny. A później dorabia się do tego gębę, że druga młodość, że zgłupiał itp.

Tymczasem to nie głupota, tylko mądrość ewolucji?

No nie, bywa, że też głupieje. Ale tak samo mówi się, że kobieta zmieniła partnera na kaszalota, tylko z kasą. To też stereotyp, a za tym kryje się interes gniazda.

Czyli najlepszym przyjacielem kobiety jest mężczyzna, ale taki, który daje jej brylanty.

Oczywiście. A nie ten, który tylko przygląda się im na sklepowej wystawie.

Stereotypy zmieniają się, bo coraz więcej kobiet pełni przywódcze funkcje, są szefami przedsiębiorstw, prezydentami, premierami. Mimo wszystko to mężczyźni rządzą światem. Czy są urodzonymi szefami?

Nie, to nie ma żadnego uzasadnienia. Może mężczyźni po prostu łakną władzy i w końcu ją osiągają, a kobiety w walce o nią są mniej zdeterminowane? Miałem wiele kobiet zwierzchników, teraz współpracuję z trzema uczelniami, gdzie rektorami są kobiety. Nie widzę inności w sprawowaniu władzy przez kobiety i mężczyzn. Płeć nie ma znaczenia, skuteczność działania jest taka sama.

Mężczyźni twierdzą, że różni nas budowa mózgów.

Ech, to takie gadanie! Mężczyźni w ten sposób próbują zachować rezerwat myślowy, gdzie oni są najlepsi i nadają się do sprawowania władzy, bo mają predyspozycje psychiczne. Tak nie jest. Jak zaczęły się pojawiać samochody, prasa pełna była informacji, że kobiety nie będą ich prowadzić, bo nie są do tego zdolne…

Na szczęście czasami się dogadujemy i w życiu, i w łóżku. Choć w tym ostatnim często natrafiamy na schody. Wiele zależy od tego, na jakiego kochanka kobieta trafi. Według Pana typów jest kilka: Sportowiec (seks jako zabawa), Gość (odwiedza, kiedy chce), Pan i Władca (zarządca kobiety), Ignorant, Casanova (przyjaciel kobiet, starzejący się łajdus), Nieudacznik, Pieszczoch. Który z nich przychodzi do Pana gabinetu najczęściej?

 

Nieudacznik i Ignorant, bo stwarzają problem w związkach. Jeżeli Sportowiec trafi na partnerkę, której to odpowiada albo która patrzy na to z przymrużeniem oka, a przy okazji ona też coś uzyskuje, to on się u mnie nie zjawia. Chyba że ona nie chce już z nim dalej być. Casanova zaś to dla kobiet wymarzony kochanek, może przyjść jedynie wtedy, gdy będzie niesprawny seksualnie. Ignoranta nic nie tłumaczy – ma wokół siebie tyle informacji na temat seksu: w internecie, mediach, poradnikach, że jeśli nie potrafi znaleźć łechtaczki u kobiety, to widocznie nie chce. Nic dziwnego, że podobnie jak Nieudacznik traci autorytet w oczach kobiety. W konsekwencji ona nie ma chęci na seks z nim. Przychodzi kiedyś do gabinetu kobieta z Nieudacznikiem. Siadają. On milczy, ona mówi – o nim. Pytam: „Chciałby pan coś dopowiedzieć?”. A on: „Nie, żona dobrze mówi”. Żadnej inicjatywy, on czeka.

Kryje się za tym męski egoizm i wygodnictwo?

I tak, i nie. Kiedy mężczyzna jest wyłącznie skoncentrowany na sobie, egoizm wychodzi także w innych sferach, bo on wszystko przerzuca na kobietę – ona ma załatwić wczasy, zdecydować, czy pójdą do kina i kiedy pójdą do łóżka. To ma być taka mamuśka bis. Bywa też tak, że Ignorant nie jest egoistą, tylko jak wielu mężczyzn kiedyś zaliczył mnóstwo dziewczyn i uważa siebie za doświadczonego. Sądzi, że to posag, który wniósł do stałego związku, i że jej powinno być z nim dobrze. Jeśli nie jest, to znaczy, że ona jest wybrakowana. A ilość nie przeobraża się w jakość! Można mieć 200 partnerek i być Ignorantem. Tylko że zanim on to zrozumie, partnerka straci zainteresowanie seksem.

Warto przyglądać się zachowaniu partnera w łóżku?

Kobiety powinny to bardzo uwzględniać. Priorytetem jest dobry charakter partnera, pracowitość, fakt, że jest ambitny, szanuje pracę i będzie dobrym mężem, ojcem. Tymczasem łóżko potrafi rozwalić związek, podobnie jak zapach czy zaniedbanie higieniczne. Kiedy kobieta, typ Pieszczochy, czeka po stosunku na przytulenie, chwilę rozmowy, a on się odwraca i chrapie, nie może być w związku dobrze…

Albo gdy – jak Gość – ubiera się i wychodzi...

To jest dla niej nie do wytrzymania. Kontakty stają się rzadsze, aż zanikają. On powinien sobie uświadomić, że jego zachowanie jest jak kropla, która przepełni kiedyś czarę. Nie należy bagatelizować sygnałów od drugiej osoby, ale je wychwytywać: co jest rozczarowujące, jaka potrzeba jest niezaspokojona. Przysłuchać się nawet kłótni, bo w niej mówi się rzeczy istotne.

Ale to wymaga uważności i pracy nad związkiem, a sam Pan mówi, że przy naszym tempie życia nie mamy na to czasu albo ochoty. Bo można sięgnąć po coś, co łatwe.

Pracy nad związkiem sprzyja też wspólnie spędzany czas. A często słyszę od par, że od kilku lat nie byli razem na urlopie. Nie mieli więc kiedy przedyskutować wielu problemów.

Czy mężczyźni są dziś bardziej otwarci, chętni do pracy nad sobą?

Kobiety tak, mężczyźni nie za bardzo. Chyba że idzie o wygląd. Wtedy chętnie chodzą do siłowni, potrafią się namęczyć i pakować w siebie anaboliki. Jednak praca nad relacją z partnerką to już rzadkość. Ale kiedy zależy im na kobiecie, potrafią przenosić góry! Skrajny przykład: on biznesmen, wiecznie nieobecny w domu, pracoholik. W końcu ona nie wytrzymała: „Mam dosyć twoich pieniędzy, mieszkaj sobie w willi, ja się przeprowadzę do kawalerki w centrum miasta, chcę mieć inne życie”. Mężczyzna sprzedał firmę, podjął lżejszą pracę, zaczął czytać książki, chodzić z nią do kina i filharmonii. Przesunął priorytety.

Czyli czasem warto potrząsnąć partnerem.

Warto! I w ogóle dobrze by było, żeby w związku nie pojawiło się poczucie tzw. świętego spokoju. Bo jest złudny. Wiara, że nie ma zagrożenia dla związku, że on będzie trwał wiecznie, jest iluzją. „On tak kocha dzieci, że nie odejdzie” albo „Jest wierzący, praktykujący, mogę spać spokojnie, bo mi nic nie grozi”. Nie!

Bo nie ma takiego wagonu, którego nie można byłoby odczepić?

Oczywiście. Nie wolno uśpić czujności. Trwałość związku zależy od pracy nad nim. To jak kwiat, który stale trzeba podlewać. Wbrew pozorom nie jest to ciężka praca, kiedy się zna drugą osobę. Jeśli partner uwielbia kino, co szkodzi go do tego kina zabrać?! I będzie harmonia!

Świat bez mężczyzn jest możliwy?

Kobiety sobie poradzą. Ale nie ma takiego zagrożenia, gdyż kobiety na dłuższą metę by tego nie zniosły. Potrzebują przecież adoracji, podziwu… Jest też uniwersalna prawda, która w nas tkwi: to potrzeba miłości. Nic jej nie zastąpi. Nawet najbardziej uczłowieczony robot. Nie ma nic piękniejszego jak być kochanym i kochać kogoś. Bezrobocie, kryzysy, zagrożenia klimatyczne, wszystko można przetrzymać, jeśli ludzie się kochają.

A prywatnie – lubi Pan mężczyzn?

Świat męski jest moim światem. Wolę kobiety, to zrozumiałe. Mężczyznom chcę pomóc, bo widzę, jak się gubią i jakie popełniają błędy.