Zbigniew Wodecki, czyli „artysta wiecznie młody” i klasa sama w sobie. Od piątego roku życia miał do czynienia z muzyką. Początkowo zachwycał grą na skrzypcach, dziś urzeka nas także śpiewem.

Po raz pierwszy z szerszą publicznością miał do czynienia jako osiemnastolatek, współpracując z Piwnicą Pod Baranami i Anawą. Mogliśmy go także usłyszeć w orkiestrze symfonicznej Polskiego Radia. Za jego debiut jako wokalisty uważa się jednak występ na festiwalu w Opolu w 1972 roku. Szybko zaskarbił sobie przychylność publiczności. Pierwsza płyta ukazała się  w 1973 roku i została dobrze przyjęta przez fanów. Zbigniew Wodecki rozpoczął więc prace nad kolejną płytą. Niestety, w 1976 roku nagrał krążek, który został zupełnie zignorowany przez słuchaczy.  

Co robić? Uświadomić sobie, że jutra może już nie będzie. Nauczyć się żyć chwilą, która jest. To znaczy przyjąć, że wszystko to, co było, to było, ale już tego nie ma, a to, co będzie, tak naprawdę nie musi się zdarzyć. A więc bawić się tak, jakby to był ostatni dzień naszego życia. Taka postawa dotyczy zresztą nie tylko zabawy. To ideał życia w ogóle – powiedział w jednym z wywiadów.

Muzyk pogodził się więc z „porażką” i jedenaście lat później fani jego talentu mieli okazję słuchać płyty „Dusze kobiet”. Nie wiadomo, dlaczego płyta „Zbigniew Wodecki” przeszła bez większego echa. Kolejne zaś sprzedawały się już doskonale. Wodecki nagrał takie hity, jak „Chałupy Welcome to” oraz "Z Tobą Chcę Oglądać Świat" w duecie ze Zdzisławą Sośnicką. To on wyśpiewał też słynną czołówkę bajki "Pszczółka Maja", jednak uznał później, że ta piosenka stała się trochę jego przekleństwem (pamiętacie refren, prawda?).

Najpierw zupełnie przypadkowo, a potem na specjalne zaproszenie OFF Festivalu, Zbigniew Wodecki nawiązał współpracę z Mitch&Mitch. Panowie zwarli szyki i …postanowili przypomnieć płytę sprzed 40 lat w nowej odsłonie. To był strzał w dziesiątkę. Gdy w ubiegłym roku płyta „Mitch&Mitch, 1976: A Space Odyssey” trafiła na rynek, od razu wzbudziła zainteresowanie nie tylko fanów muzyki Wodeckiego, ale i... krytyków. Tym razem krążek doceniono. Zbigniew Wodecki już sześć miesięcy później odebrał Różę Gali w kategorii Muzyka. To był jednak dopiero początek sukcesu.

Kilka dni temu Zbigniew Wodecki został nominowany do Fryderyków, najważniejszej nagrody muzycznej w Polsce. Muzyk stanął do walki o statuetkę w dwóch kategoriach – albumu roku pop oraz w kategorii utwór roku za piosenkę „Rzuć to wszystko, co złe”. O artystach, którzy wraz z muzykiem walczyli w tych kategoriach, informowaliśmy Was w poniedziałek.

Zbigniew Wodecki nie miał łatwego zadania, zmierzył się z młodszymi kolegami z branży - Dawidem Podsiadło (trzy nominacje) oraz Kortezem (cztery nominacje). Jednak to jemu udało się zdobyć dwie najważniejsze statuetki. Wokalista wraz z muzykami Mitch & Mitch Orchestra & Choir otrzymał nagrodę za płytę „1976: A Space Oddysey”. Wodecki otrzymał także statuetkę za piosenkę „Rzuć to wszystko, co złe”. 

Cytując najnowszy utwór Zbigniewa Wodeckiego: „Rzuć to wszystko, wszystko co złe, co gnębi cię. Zostaw troski za sobą gdzieś i ze mną pędź”. My pędzimy! A tym, którzy jeszcze nie słyszeli wyjątkowych utworów muzyka, radzimy nadrobić zaległości.

Lubisz Gala.pl? Polub nas na Facebooku!