Czas na dziecko!

Przeprowadzka do świeżo wyremontowanego mieszkania zbiegła się w czasie z drugą rocznicą ślubu Moniki i Kuby. Pierwsze dni „na swoim” pod wieloma względami przypominały sielankę – remont rodem z horroru mieli już za sobą, w końcu mieszkali sami, a do swojej dyspozycji mieli trzy przestronne pokoje. Pewnego wieczoru Kuba zażartował, że dla równowagi przydałby im się jeszcze jeden lokator. Kilka dni później Monika odstawiła tabletki antykoncepcyjne.

Gdy podejmowali decyzję o dziecku, Monika miała 33 lata i była niemal pewna, że od razu zajdzie w ciążę: “Moja siostra urodziła pierwsze dziecko w wieku 36 lat, a w ciąży była po zaledwie dwóch miesiącach starań, dlatego nawet nie pomyślałam, że mogę mieć jakiekolwiek trudności z zajściem w ciążę”.

Optymizm Moniki był jednak przedwczesny - mimo iż coraz więcej Polek zachodzi w ciążę po 30. lub 40. roku życia, płodność kobiet obniża się z wiekiem. “Do 35. roku życia tracą 88 proc. komórek jajowych, a po czterdziestce mają ich już tylko ok. 3 proc. Wyraźny spadek płodności przekłada się na szanse zajścia w ciążę. Trudności ma jedna na trzy kobiety w wieku od 35 do 39 lat. W przypadku przedziału wiekowego 40-44 lata odsetek jest wyższy, sięga 64 proc.”– mówi dr n.med. Łukasz Sroka, specjalista ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Poznaniu.

Mąż Moniki też nie miał wątpliwości, że do momentu powiększenia się ich rodziny zostało tylko kilka miesięcy. Nie do końca podzielał jej spokój, zwłaszcza na samym początku starań o dziecko, gdy uświadomił sobie ogrom odpowiedzialności, jaka ciąży na rodzicach. „Mam bujną wyobraźnię i czasem przytłaczała mnie myśl, że to ja będę kształtował losy innego człowieka”, wyznaje. „Chwilami zastanawiałem się, czy na pewno jestem w stu procentach gotowy na bycie ojcem, ale odganiałem od siebie te myśli”.

Z czasem Kuba „zaraził się” spokojem Moniki, choć ten tak naprawdę nie trwał zbyt długo – po 6 miesiącach bezowocnych prób zajścia w ciążę nadal miesiączkowała i powoli zaczynała czuć niepokój. Rozmowy z przyjaciółkami pomagały jej spojrzeć na tę sytuację z dystansu, ale z każdym kolejnym cyklem było jej coraz trudniej zachować dobrą minę do złej gry.

Czy wszystko z nami OK?

Po ośmiu miesiącach starań o dziecko Kuba nie wytrzymał. Podczas śniadania rzucił niby mimochodem, że może czas się zbadać. W pierwszym odruchu Monika chciała udać, że nie rozumie aluzji, wykpić się żartem. Zwyciężyła szczerość. Przyznała, że też się martwi, ale jednocześnie boi się usłyszeć, że nie zostanie mamą. Tego samego dnia wspólnie postanowili przebadać się pod kątem płodności.

In vitro albo nic

Po rozmowie z lekarzem w renomowanej klinice leczenia niepłodności Kuba i Monika wykonali niezbędne badania, a po otrzymaniu wyników wrócili na konsultację. Specjalista pozbawił ich wszelkich złudzeń – nasienie Kuby ma na tyle niskie parametry, że starania o dziecko drogą naturalną najprawdopodobniej nigdy nie przyniosą rezultatu. Realną szansę na ciążę stwarza jedynie in vitro z wykorzystaniem wyselekcjonowanych po ogromnym powiększeniu obrazu plemników.

Cała droga do domu z kliniki upłynęła im w ciszy. Jakub wyznaje, że przeżył wówczas szok – całe dorosłe życie towarzyszyła mu pewność, że jeśli zechce, może zostać ojcem w każdej chwili. Nagle okazało się, że bez wsparcia ze strony współczesnej medycyny czeka go bezdzietność.

Po powrocie do mieszkania Monika bez słowa włączyła komputer i zaczęła googlować po kolei: niepłodność, in vitro, zapłodnienie pozaustrojowe... Przed monitorem spędzili cały wieczór – wystarczająco długo, by zorientować się, że fora internetowe to niekoniecznie dobre źródło wiedzy, a także, by uświadomić sobie, że metoda in vitro nie tylko nie jest przysłowiowym końcem świata, ale wręcz przeciwnie – dla wielu rodzin jest początkiem nowego życia. Nadal nie byli jednak przekonani do tego pomysłu. „Potrzebowaliśmy czasu”, podsumowuje Kuba. „Znaliśmy wyniki badań, ale liczyliśmy na cud”, dodaje Monika. Cudu jednak nie było.

Spróbujmy!

Minęło kilka tygodni. Kolejna miesiączka, kolejne rozczarowanie. Tematu in vitro w zasadzie nie poruszali wprost, ale praktycznie każda rozmowa biegła w stronę technik wspomaganego rozrodu. W końcu Monika przerwała „zmowę milczenia” i zasugerowała kolejną wizytę w ośrodku leczenia niepłodności. Kuba nie oponował – od kiedy pochłonął dziesiątki artykułów dotyczących niepłodności, in vitro nie wydawało mu się tak kontrowersyjne jak na samym początku, choć nadal zastanawiał się nad losem niewykorzystanych zarodków.

Po konsultacji z lekarzem w klinice InviMed postanowili dać sobie szansę na dziecko. Nie obyło się bez rozczarowań – pierwsza próba nie przyniosła rezultatu, a zawiedzione nadzieje sprawiły, że oboje mieli moment podłamania. „Mieliśmy dziwną pewność, że uda się nam od razu”, przyznaje Kuba, „i chyba dlatego tak ciężko było się nam pogodzić z porażką”. Poważnie rozważali zaprzestanie dalszych prób, ale po rozmowie z psychologiem z kliniki emocje opadły i zdecydowali się na kolejne podejście do in vitro. „Jednocześnie uspokoił nas i dodał nam otuchy”, mówi Monika. „W trakcie zwykłej rozmowy pomógł nam zrozumieć, że wszystko jeszcze przed nami. I miał rację – spróbowaliśmy jeszcze raz i zostaliśmy rodzicami”.

Jaś, synek Moniki i Kuby, ma dopiero 3 miesiące, ale jego rodzice mają już w planach dalsze powiększenie rodziny. Kwestię zarodków omówili już dawno temu – jeśli zostaną im jakieś embriony, przekażą je innej parze, ale dopiero za jakiś czas, gdy sami na pewno nie będą chcieli wykorzystać ich do kolejnego in vitro.