Rzecznicy prasowi Madonny są ostatnio nieuchwytni. Od kilku dni w ogóle nie odbierają telefonów ani nie odpowiadają na maile. Szczególnie od prawników z amerykańskiej firmy odzieżowej L.A. Triumph. Wody w usta nabrali także przedstawiciele znanego domu towarowego Macy’s, gdzie od sierpnia można kupić najnowszą kolekcję odzieżową królowej popu „Material Girl”. Linia zaprojektowana przez artystkę i jej 13-letnią córkę Lourdes adresowana jest głównie do młodych, pewnych siebie i obdarzonych fantazją dziewczyn. „Jestem szczęśliwa, że mogłam spróbować swoich sił jako kreatorka mody” – opowiadała jeszcze niedawno Madonna. Wszystko wskazywało na to, że ubrania piosenkarki rozejdą się jak świeże bułeczki, a ona sama zachęcona sukcesem od razu zabierze się do tworzenia kolejnych ciuchów. Niestety, nie wszystko ułożyło się po jej myśli.

Zaledwie kilka dni po wprowadzeniu kolekcji do sklepów szefowie firmy L.A. Triumph wnieśli sprawę do sądu. Oskarżyli Madonnę o bezprawne wykorzystanie nazwy „Material Girl”. „To tytuł piosenki Madonny, do którego ma prawo. Tylko. My z kolei mamy prawo do posługiwania się tym mianem na rynku modowym. Od 1997 roku sprzedajemy ubrania z metką »Material Girl«. Pomijam już fakt, że kolekcja zaproponowana przez piosenkarkę jest dość podobna do naszej” – powiedział dziennikarzom jeden z pełnomocników marki. Prawnicy z wielu prestiżowych kancelarii adwokackich nie mogą się już doczekać, kiedy sędzia wyznaczy datę pierwszej rozprawy. Są bowiem przekonani, że niedługo właściciele L.A. Triumph staną się bardzo bogatą firmą. Wszyscy uważają, że w tym wypadku Madonna zachowała się jak nowicjuszka nieznająca podstawowych zasad rynkowych. Ciekawe tylko, jak dalej potoczy się ta sprawa i jak dużo będzie kosztować ją „drobne” niedopatrzenie?

CZARODZIEJSKA KRADZIEŻ
„Nie, to na pewno niemożliwe. Harry jest jedyny w swoim rodzaju!” – bulwersowali się fani J.K. Rowling, autorki książek o Harrym Potterze, gdy w lutym 2010 roku kobieta została oskarżona o bezprawne „wypożyczenie” kilku wątków z opowiadania „The Adventures of Willy The Wizard – No.1 Livid Land”.

Z powództwem na kwotę aż 500 milionów funtów wystąpili krewni zmarłego w 1997 roku Adriana Jacobsa, autora tego 36-stronicowego utworu. W oficjalnym liście do Rowling i wydawnictwa Bloomsbury, które wydaje dzieła autorki, napisali, że bohater wykreowany przez J.K. jest niemal identyczny jak czarodziej Willy. Dodatkowo obaj borykają się z podobnymi problemami. Według nich najwięcej podobieństw można znaleźć w części „Harry Potter i Czara Ognia”.

Jesteśmy pewni, że pani Rowling wzorowała się na dziele Adriana, które zostało opublikowane w 1987 roku. Sama w jednym z wywiadów przyznała, że na pomysł stworzenia historii o przygodach małego magika wpadła w 1990 roku, kiedy była bezrobotna” – powiedzieli dziennikarzom członkowie rodziny Anglika. To nie pierwsze tego typu oskarżenie. Właściciele Bloomsbury przyznali, że krewni Jacobsa już kilka lat temu próbowali wnieść pozew do sądu przeciwko Rowling. Wtedy jednak nie potrafili wskazać konkretnych fragmentów tekstów, które według nich były skopiowane. Uwielbiana przez miliony czytelników na całym świecie autorka nie ukrywała swojego smutku i oburzenia całą sprawą.

Jest mi strasznie przykro, że po raz kolejny ktoś próbuje zdyskredytować mnie w mediach. Powtarzam, że Harry jest moim autorskim pomysłem, a książki »The Adventures of Willy The Wizard – No.1 Livid Land« nigdy nawet nie miałam w ręku” – zapewniała wielokrotnie. Rodzina Jacobsa ma jednak inne zdanie. Przysięgli sobie, że nie spoczną, dopóki nie udowodnią światu, że milionerka nie jest tak naprawdę artystką, ale zwykłą złodziejką pomysłów.

AFERA UBRANIOWA
„Jestem w stanie znieść naprawdę wiele. Ale ponosi mnie, kiedy ktoś udaje, że tworzy trendy, a tak naprawdę ściąga od innych” – powiedział w 2009 roku wzburzony Giorgio Armani. Włoski projektant wpadł w szał, gdy zobaczył jedną z kolekcji Dolce & Gabbana. Według niego na wybiegu można było oglądać praktycznie identyczne spodnie, jakie on zaprojektował sezon wcześniej. „To skandal! Dzisiaj skopiowali mnie, a co zrobią za dwa lata?” – grzmiał kreator.

„Gdyby to była tylko jedna para takich spodni, ale Stefano i Domenico pokazali ich aż 16!” – wtórował mu jego asystent Leo Dell’Orco. Dziennikarze modowi od razu zaczęli analizować fotografie z obu pokazów. Zgodnie jednak przyznali, że trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Dolce & Gabbana dopuścili się plagiatu. Stefano i Domenico, gdy tylko usłyszeli o zarzutach postawionych przez Giorgia, od razu przystąpili do ataku. „Nigdy na nikim się nie wzorujemy. Chcemy, by nasza marka była niepowtarzalna. Oczywiście, że oglądamy kolekcje starszych, dużo bardziej doświadczonych kolegów po fachu, ale proszę nam wierzyć, pan Armani, choć jest w tej branży od lat, byłby jedną z ostatnich osób, od której moglibyśmy się czegokolwiek nauczyć” – nie szczędzili złośliwości kreatorzy. Giorgio w rezultacie nie podał sprawy do sądu. „Po prostu chcę, by wszyscy teraz uważali na tę dwójkę” – zapowiedział.

 

Według zwolenników Stefana Dolce i Domenica Gabbany Włoch nie wynajął jednak prawników, bo bał się, że dziennikarze znowu wyciągną na światło dzienne wydarzenia sprzed lat. W 1993 roku to on został oskarżony o plagiat przez parę brytyjskich projektantów Antoni & Alison. Armani musiał zapłacić im dużą sumę za nadrukowanie na swoich T-shirtach logo łudząco podobnego do tego, jakie oni wykorzystywali w swoich pracach.

PODOBNE DZWIĘKI
Wszystko tak pięknie się zaczęło. Płyta brytyjskiego zespołu Coldplay „Viva La Vida Or Death and All His Friends” szybko stała się numerem jeden na wielu listach przebojów. W ciągu trzech dni od premiery sprzedała się w USA w 300 tysiącach egzemplarzy. Większość piosenek stała się hitami. Niestety, dobra passa popularnych muzyków szybko się skończyła. Do ich pełnomocników zaczęli zgłaszać się inni artyści, którzy zarzucali grupie, że wykorzystała nie swoje motywy muzyczne.

Najgłośniejsza sprawa dotyczyła Joego Satrianiego. Gitarzysta, który koncertował m.in. z Mickiem Jaggerem i Pink Floyd, oskarżył wokalistę Coldplay Chrisa Martina, że utwór „Viva la Vida” to przeróbka jego instrumentalnego „If I Could Fly”. Sprawą bardzo szybko zainteresowali się dziennikarze z całego świata. Pewnie dlatego piosenkarz nie czekał zbyt długo i postanowił zakończyć spór polubownie. Podobno grupa zapłaciła Satrianiemu bardzo dużą sumę. Zawarli też umowę, na mocy której Martin nie musiał oficjalnie przepraszać gitarzysty.

To jednak nie był koniec problemów męża Gwyneth Paltrow. W ślady Satrianiego poszło również wielu innych muzyków. Członkowie amerykańskiej grupy Creaky Boards wyznali, że w „Viva La Vida” słychać fragmenty ich utworu, jak na ironię, zatytułowanego „The Songs I Didn’t Write” („Piosenki, których nie napisałem”). „Widziałem Chrisa na naszym koncercie. Stał w jednym z pierwszych rzędów. Zachowywał się tak, jakby podobało mu się to, co graliśmy. Dzisiaj wiem, że chyba aż za bardzo” – powiedział później założyciel kapeli Andrew Hoepfner. Niedługo potem do Chrisa zgłosił się brytyjski kompozytor Andy Gallagher. Ten z kolei dowodził, że teledysk „Strawberry Swing” bardzo przypomina jego klip „Something Else”.

Muzycy z Coldplay byli zdruzgotani. Nie potrafili cieszyć się sukcesem komercyjnym. Do dzisiaj cała czwórka czerwieni się, gdy dziennikarze podczas wywiadów próbują dopytywać się o feralną płytę.

KONIEC AUTORYTETU?
Profesorowie z uniwersytetu w Bostonie, gdzie Martin Luther King Jr. napisał swój doktorat, mieli dylemat. Gdy kilkanaście lat po jego śmierci odkryli, że spora część pracy naukowej pastora była plagiatem, wściekli się. Czuli się rozczarowani, że jeden z najsłynniejszych działaczy walczących o równouprawnienie okazał się oszustem. W swoim doktoracie wykorzystał tezy, które wcześniej postawił inny student.

„Tekst napisany przez Kinga był praktycznie w połowie nie jego autorstwa” – orzekli pracownicy szkoły. Przez moment chcieli nawet zabrać mu tytuł doktora. W rezultacie uznali jednak, że nie ma sensu pośmiertnie cofać czegoś, co zostało kiedyś nadane. Z biegiem lat profesorowie i biografowie słynnego pastora odkryli także, że Martin Luther King notorycznie przywłaszczał sobie teksty i dzieła innych. Zażarci zwolennicy działacza nie mogli mu przede wszystkim wybaczyć, że nawet jego słynne przemówienie „Mam marzenie” z sierpnia z 1963 roku było kopią wystąpienia afroamerykańskiego księdza Archibalda Careya Jr. z 1952 roku. Oprócz podobnych założeń King ściągnął nawet sposób jego mówienia i ton głosu.

FILMOWA KRADZIEŻ
Fani filmów science fiction pewnie zgodnie przyznają, że „Terminator”, opowieść o bezwzględnym robocie z przyszłości, to największy kinowy hit lat 80. Przebój w reżyserii Jamesa Camerona zarobił wówczas 80 milionów dolarów, co jak na tamte czasy było bez wątpienia wielkim sukcesem komercyjnym. Zwłaszcza że wyprodukowanie „Terminatora” kosztowało niecałe 10 milionów. Wkrótce po premierze do twórcy zgłosił się jednak pisarz science fiction Harlan Ellison, który utrzymywał, że dzieło Camerona jest oparte na jego scenariuszu do serialu telewizyjnego „The Outer Limits”. To również historia o robotach, którą telewizja ABC emitowała w latach 60. Widzowie szybko zakochali się w niesamowitych opowieściach, paranormalnych zjawiskach, dziwnych postaciach i przybyszach z kosmosu. Tym bardziej Harlan był wściekły na kolegę po fachu.

To nie jest w porządku, aby Cameron swój sukces budował na moim dziele. I to bez pytania. W ten sposób postępują złodzieje, a nie prawdziwi artyści”– grzmiał. Sprawa na szczęście szybko się zakończyła. Bojąc się o karierę, twórca „Terminatora” dogadał się z Harlanem. Wpłacił mu na konto odpowiednią sumę. Jaką? To już słodka tajemnica pisarza. Musiała mieć kilka zer, skoro Harlan nie rościł sobie już później praw do zabójcy z przyszłości.

PLAGIAT JAK KOMPLEMENT
Mieć dobry gust to jedno, a być pomysłowym i projektować ubrania to drugie. Choć Victoria Beckham uchodzi w środowisku za osobę obdarzoną niezwykłym zmysłem estetycznym, nikt nie uważa jej za utalentowaną kreatorkę mody. Na początku 2010 roku pewien mieszkający w Londynie projektant Osman Yousefzada zwrócił uwagę na jedną z sukienek z jej linii.

Błękitna kreacja do ziemi jest łudząco podobna do mojego projektu. Tylko odcień jest inny” – powiedział dziennikarzom z „Daily Mail”. Osman w przeciwieństwie do wielu innych artystów nie poczuł się jednak urażony. Śmiał się z całej sprawy i zapowiedział, że nie poda Victorii do sądu. Bo wierzy w słowa swojej idolki Coco Chanel. Utalentowana projektantka przez całe życie mówiła, że to dobrze, jak projekty jednego twórcy kopiuje inny. To znaczy, że jest on naprawdę dobry i popularny. A płakać powinien tylko wtedy, gdy nikt nie próbuje ukraść jego pomysłów.