6:30 - Półprzytomna wyciągam spod łóżka mój Ladycomp, czyli komputer cyklu. Mierzę nim temperaturę codziennie, dzięki czemu wiem dokładnie, w jakiej fazie cyklu obecnie jestem. Nie akceptuję antykoncepcji hormonalnej, dlatego wybrałam tę metodę, która nie powoduje skutków ubocznych i ma skuteczność równą 99,3 proc.!

9:00 - Jeśli mogę dłużej pospać, to leżę w łóżku do oporu. Kocham długie poranki,  ale zazwyczaj albo goni mnie robota, albo pies Wieśka, albo po prostu mój chłopak na cały regulator puszcza reggae, żeby wywabić mnie z sypialni.

9:15 - Pierwsze kroki kieruję do łazienki, gdzie wykonuję poranny rytuał oczyszczania organizmu. Przed umyciem zębów i napiciem się wody biorę do ust stołową łyżkę ekologicznego oleju sezamowego tłoczonego na zimno i przez 15 minut płuczę nim usta. Następnie wypluwam wszystko do zlewu. Ponieważ przez język w ciągu godziny przepływa około siedmiu litrów krwi, jest to najłatwiejszy sposób na codzienne pozbycie się toksyn z organizmu. Te 15 minut wykorzystuję m.in. na szybki prysznic. Mam kręcone włosy, które w miejskich warunkach ciężko jest ujarzmić, ale jakiś czas temu przez przypadek trafiłam na brzoskwiniowy szampon i odżywkę firmy Origins i... oszalałam z zachwytu! Gdyby nie cena, to wykupiłabym całą produkcję. To absolutnie najlepszy szampon, jakiego kiedykolwiek używałam!

9:30 - Czas na poranną gimnastykę, czyli na tzw. ćwiczenia pięciu Tybetańczyków. Jest to zestaw kilku pradawnych prostych ćwiczeń przypominających jogę, które poprawiają ogólny stan zdrowia, odmładzają organizm i dają świetnego energetycznego kopa na początek dnia! Zarówno o oleju, jak  i o Tybetańczykach dowiedziałam się od mojej guru Marty Gładuń, do której od czterech lat jeżdżę na detoks Szambala.

9:45 - Przed pierwszym posiłkiem staram się wypić przynajmniej jedną szklankę przegotowanej ciepłej wody – to przyjemny i pobudzający „prysznic” dla organów wewnętrznych.Następnie zabieram się do przygotowania śniadania, w skład którego wchodzi oczywiście zdrowy, świeżo wyciskany sok z zielonych warzyw i owoców. Od niedawna jestem szczęśliwą posiadaczką wyciskarki Kuvings B6000 i codziennie eksperymentuję w kuchni z sokami. Ostatnio wymyśliłam absolutnie najpyszniejszy. Przepis na niego to: 2 gruszki, 1 jabłko, 2 marchewki, 2 gałązki selera naciowego oraz pudełeczko malin. Polecam wszystkim taką dawkę witamin z rana. Na śniadanie najczęściej jem pokrojonego dużego pomidora z awokado, kaszą jaglaną i świeżymi ziołami. To wszystko skrapiam sokiem z cytryny i dobrej jakości oliwą z oliwek.

10:45 - Spóźniona wybiegam z domu, przedtem w pośpiechu nakładam na twarz krem Origins Make a Difference Plus. Kocham tę markę – jest ekologiczna, nie testuje swoich produktów na zwierzętach, a jej jakość jest rewelacyjna! Biorę pod pachę Wieśkę i butelkę wody (staram się pić taką bez fl uoru!) i pędzę na próbę do Och-Teatru, w którym gram od kilku lat w „Zemście”, a niebawem zacznę przygotowania do nowej sztuki.

13:30 - Po próbie raz w tygodniu biegnę na manicure i pedicure do Salonu Wisła w alei 3 Maja 14. Kocham to miejsce nie tylko za klimat i superatmosferę, ale też za to, że dziewczyny mają wegańskie lakiery i hybrydy. Zawsze mam wtedy trochę czasu dla siebie, dlatego często siadam tam z laptopem i wchodzę na stronę sklepu mojego faceta, gdzie sprzedajemy m.in. ubrania naszej firmy BonBon, czyli na www.centralstore.pl/44_bonbon. Sprawdzam, czy wszystko działa, jak trzeba, co sprzedaje się lepiej, a co gorzej. W międzyczasie szukam w mojej wielkiej, papierowej torbie firmy Uashmama drugiego śniadania, czyli słoika z ulubionym sokiem. Jeśli rano nie mam czasu, żeby go sobie samej przygotować, zamawiam taki od dziewczyn z cateringu dietetycznego Juicy Jar!

15:30 - Kończę paznokcie, kremuję ręce malinową maską do rąk firmy Balneo. Niby jest to krem na noc, ale ponieważ uwielbiam tłuste kremy do rąk, to używam jej na co dzień. Jeśli mam czas, wpadam na szybki lunch do Lokal Vegan Bistro przy Kruczej 23/31. Tym, co mogę polecić każdemu, są wegański tatar, śledzik i schabowy! Wszystko smakuje rewelacyjnie! W ciągu całego dnia piję minimum trzy litry wody dziennie. My, ludzie zachodniej cywilizacji, jesteśmy okrutnie odwodnieni i niedotlenieni, dlatego woda jest dla nas niezwykle ważna. Im więcej jej pijemy, tym lepiej się czujemy, mamy lepsze skórę, samopoczucie, trawienie i... mogłabym tak jeszcze dłuuugo wymieniać.

16:15 - Znowu czas na pracę, jadę na dubbing. Podkładam głos najczęściej do serialu, filmu lub gry komputerowej. Uwielbiam tę robotę, bo dzięki niej w fajny sposób znowu budzi się we mnie dziecko.

17:30 - Biegnę na trening albo do któregoś z teatrów, gdzie gram akurat spektakl. Jeśli występuję, muszę się „wytapetować”. Ponieważ jestem zakręconą na punkcie ekologii wegetarianką, staram się, aby kosmetyki, których używam, były jak najbardziej naturalne i nietestowane na zwierzętach. Polecam markę stworzoną przez byłą modelkę Josie Maran – są to kosmetyki na bazie oleju arganowego. Używam ich podkładu, korektora, tuszu do rzęs, pudru i błyszczyka do ust. Jestem z nich bardzo zadowolona.

20:45 - Po spektaklu zmywam make-up ekologicznym olejem kokosowym i nakładam na twarz krem z konopi indyjskich Cannaderm. Jeśli akurat nie gram, biegnę na trening do BeActive albo do Lasku Bielańskiego na wycisk z moim trenerem personalnym Michałem Gajewskim. Z tej opcji korzysta też wtedy mój kundelek Wieśka, który w lasku czuje się jak w domu. Staram się ćwiczyć pięć razy w tygodniu. Taki pozytywny wycisk to najlepszy sposób na rozpoczęcie lub zakończenie dnia. 

21:00 - Kolacja! Przygotowuję dla nas coś lekkiego, ale sycącego. Często jest to sałatka z awokado, jarmużem, kozim serem i ogromną ilością warzyw. Trzeba korzystać, dopóki jest ciepło i jest ich tak duży wybór.

21:30 - Mój ukochany moment w ciągu dnia – kąpiel! Od pewnego czasu używam kosmetyków Lush, które wannę zamieniają w plac zabaw. Nie dość, że ta marka jest kolorowa, wegańska, ekologiczna i nie testuje swoich produktów na zwierzętach, to jeszcze ich produkty pachną tak, że naprawdę muszę ze sobą walczyć, żeby ich nie zjeść. Polecam żel do mycia Comforter oraz wszelkie kule do kąpieli. Ja zakochałam się w złotym jajku, które sprawia, że woda w wannie nabiera koloru złota. Po wyjściu z kąpieli nie tylko mam nawilżone i pachnące ciało, lecz także jest ono całe pokryte drobinkami złota!

22:00 - Po kąpieli nakładam na twarz olejek ajurwedyjski Kaircin. Świetnie nawilża i ujednolica koloryt skóry. Ciało smaruję natomiast olejem kokosowym lub ekomasłem Booda Butter.

22:30 - Kładę się do łóżka i ku wielkiemu niezadowoleniu mojego faceta, który telefon komórkowy najchętniej wyrzuciłby za okno, wchodzę na chwilkę na mój Instagram (@zborowskazofia) i sprawdzam, co słychać u znajomych. Chwilę później  sięgam po książkę. Teraz czytam „Ajurweda – jak dbać o siebie i być zdrowym” autorstwa dr. Partapa Chauhana. Zasypiam przed północą z uśmiechem na ustach.

Instagram @zborowskazofia