GALA: Spotykamy się w restauracji. Smacznego. Ale co to, ojcze, synu – nie jecie takich samych zup?

FILIP CHAJZER: Ja uwielbiam kremy. W ogóle kocham jeść.

ZYGMUNT CHAJZER: Ja też, ale zupy wolę tradycyjne.

GALA: Gotujecie czasem wspólnie?

ZYGMUNT CHAJZER: Ja w ogóle nie gotuję, ale Filip jest dobrym kucharzem.

GALA: Czym trafia się przez żołądek do serca ojca?

ZYGMUNT CHAJZER: Za dobry deser dam się pokroić. Zawsze na moje urodziny jest tort. Bezowy z sosem malinowym. Mój ulubiony.

FILIP CHAJZER: Ojciec, gdybyś dowiedział się, ile ten tort kosztuje, to pewnie nigdy w życiu byś go nie zjadł (śmiech).

ZYGMUNT CHAJZER: Filipa również można zdobyć słodyczami i deserami.

FILIP CHAJZER: Tak, mnie spokojnie można skorumpować dobrym obiadem. Taki ze mnie dziennikarz (śmiech).

GALA: Czy bardzo Pan protestował, gdy okazało się, że dziennikarstwo Filipa to nie żarty?

ZYGMUNT CHAJZER: Nie, dlatego, że to był jego świadomy wybór. Być może przyglądał się temu, co ja robię, może spodobała mu się taka czasowa niezależność? Bo to na pewno nie jest praca od 8 do 16.

FILIP CHAJZER: Bo pracuje się po 14 godzin dziennie (śmiech). A tak serio, jeśli leje się woda, trzeba być i ludziom to pokazać bez względu na godzinę. Trzymać rękę na pulsie tego miasta non stop.

ZYGMUNT CHAJZER: Ale ja tak samo pracowałem. Bywały czasy, kiedy wychodziłem z domu o 4, 5 rano i wracałem w nocy. Ale... wielkim plusem tego zawodu jest też brak monotonii.

GALA: On uzależnia?

ZYGMUNT CHAJZER: W pewnym momencie tak, ale potem staje się męczące. A następnie człowiek zaczyna odkrywać, że poranne śniadanie w domu z żoną i dziećmi, którego nigdy nie miało się szansy zjadać, jest czymś fantastycznym.

FILIP CHAJZER: Ja o śniadaniu w domu mogę sobie na razie pomarzyć.

GALA: To po co wybrał Pan ten wariacki zawód?

FILIP CHAJZER: Samo jakoś poszło. Zaczynałem od stażu w kilku gazetach. Ale zawsze marzyłem, że będę pracował w radiu, więc wysłałem CV do wszystkich stacji w Warszawie, informując potencjalnych pracodawców, że urodziłem się po to, żeby pracować właśnie w tym radiu (śmiech). „Nauczajcie mnie, a ja się wam dobrze przysłużę” – nie zapomnę tego. Odpowiedziała Trójka u Piotra Barona, dokąd trafi łem na kilka miesięcy, potem było radio Złote Przeboje i warszawska reporterka. Tak zaczęła się moja przygoda z Warszawą i stąd mój transfer do TVN Warszawa. Tak to się właśnie potoczyło.

ZYGMUNT CHAJZER: Drogę zawodową mieliśmy bardzo podobną, bo ja też zaczynałem od prasy. Dopiero potem było radio i później telewizja.

GALA: Ale teraz znów wrócił Pan do radia. Dlaczego?

ZYGMUNT CHAJZER: Bo w radiu jest jakaś niesamowita siła i magia. A poza tym można być nieuczesanym, nieubranym, bez makijażu. Ma to swój wielki urok (śmiech). Jak się już raz tam było, to zawsze się do tego tęskni.

GALA: Uczyłeś się od ojca?

FILIP CHAJZER: Gdy byłem jeszcze w radiu, ojciec do mnie dzwonił, gdy wyłapał jakieś niedociągnięcia językowe. Raz na przykład powiedziałem, że: „korek ciągnie się aż do Żwirek”. „Jakich Żwirek? To (ulica – przyp. red.) Żwirki i Wigury” – usłyszałem od taty.

GALA: Tata to groźny cenzor?

ZYGMUNT CHAJZER: Staram się pomagać, a nie cenzurować. Myślę, że to taka radiowa cecha, że nie lubię niechlujstwa językowego, które jest niestety coraz bardziej powszechne. Wolałbym, żeby Filip mówił czysto i poprawnie. To trudne i każdemu zdarzają się wpadki czy błędy, bo generalnie język polski jest trudny.

GALA: Nie denerwowało Cię, że ojciec się wtrąca?

FILIP CHAJZER: Nie... Ale te „Żwirki” pamiętam do dzisiaj.

GALA: A gdy byłeś nastolatkiem, tata mocno ingerował w Twoje życie?

ZYGMUNT CHAJZER: Rzadko byłem w domu.

FILIP CHAJZER: I teraz historia staje się nostalgiczna... (śmiech)

ZYGMUNT CHAJZER: Praca w „Sygnałach Dnia” zaczynała się o 6 rano. Potem było jeszcze coś do zrobienia w redakcji. Wracałem po południu, ale szedłem spać, żeby odespać to poranne wstawanie. I dopiero wieczorem byłem do dyspozycji. Ale wtedy Filip na ogół miał swoje zajęcia.

FILIP CHAJZER: Teraz ja mam podobnie.

ZYGMUNT CHAJZER: Filip bardzo dzielnie radzi sobie z Maksem, nawet teraz, gdy Julia na kilka tygodni wyjechała na szkolenie. Pomaga mu w tym głównie babcia, siostra, czyli ciocia Maksa, oraz ja – dziadek. Jednak, gdy tylko Filip ma trochę wolnego, chodzą z synem oglądać dinozaury, stare pociągi czy chociażby jeść gofry. Bardzo to podziwiam.

GALA: A była w Tobie pretensja, kiedy ojciec tak znikął i nie miał dla Ciebie czasu?

FILIP CHAJZER: Nie. W domu niczego nie brakowało. Można było być dumnym z ojca i podziwiać go. Jeśli nie w domu, to chociaż w telewizji (śmiech).

ZYGMUNT: Moja żona Dorota poświęcała bardzo dużo czasu dzieciom i domowi. A moim zadaniem było sprawić, żeby w domu było wszystko, czego potrzeba. Byłem też instancją odwoławczą i pełniłem rolę rozjemcy, jeżeli dochodziło do różnicy zdań.

GALA: Czyją brał Pan stronę?

ZYGMUNT CHAJZER: Żony. Filip był bardzo niezależny, uparty i wiedział swoje.

FILIP: Nie zawsze dobrze na tym wychodząc.

 

GALA: Na co uparł sie najbardziej?

ZYGMUNT CHAJZER: Na dopicie kieliszka wódki. Miał cztery, może pięć lat. Po przyjęciu zauważyłem ku mojemu zdziwieniu, że spija resztki, które pozostały w kieliszku. Pomyślałem sobie: „No, bracie, toś mi podpadł, teraz zrobimy próbę”, a powiedziałem: „Filip, daj spokój, co będziesz resztki spijał, lepszy będzie cały kieliszek”. Byłem całkowicie przekonany, że powie „przepraszam” i zwieje. A on? Wziął ten kieliszek i wypił. To było straszną porażką wychowawczą.

FILIP CHAJZER: Ale to nie koniec. Wypiłem i co powiedziałem?

ZYGMUNT CHAJZER: „Nalej drugi” (śmiech). Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie wziąłem pod uwagę jego uporu w stawianiu na swoim. No, niestety, okazałem się mało przewidujący. Na szczęście nic się nie stało. Drugiego kieliszka już nie dostał.

FILIP CHAJZER: Ale dzisiaj wolę whisky.

ZYGMUNT CHAJZER: Ale dzisiaj już nie musisz spijać resztek. Filip jest nieprawdopodobnie uparty. Kiedyś uparł się, że będzie jeździł na rolkach jak tata.

FILIP CHAJZER: Chciałem powtórzyć twój wyczyn z łyżew.

ZYGMUNT CHAJZER: I jechał z rękoma na plecach, bo tak jeździłem na długich dystansach... Wszystko może byłoby dobrze, gdyby nie działo się to na rolkach i na asfalcie. Ile zębów poszło, Filip?

FILIP CHAJZER: Tylko dwa, ale za to z przodu.

ZYGMUNT CHAJZER: Twardziel, uparciuch i tak mu zostało.

GALA: A Pan nie jest taki sam?

ZYGMUNT CHAJZER: Ja jestem dosyć konsekwentny, ale chyba nie ma we mnie tyle determinacji co w Filipie. W tym mnie przeskoczył.

FILIP CHAJZER: Najważniejsze, żeby robić, co się lubi. I wtedy jest dobrze.

GALA: Ale tata pomaga jak może, prawda? Pan jest dziadkiem aktywnym i kreatywnym?

ZYGMUNT CHAJZER: Tak, na tyle, na ile mogę, bo po pewnym okresie mojej mniejszej aktywności zawodowej znów zrobiło się dosyć gęsto. Poza tym, że wróciłem do radia, pojawiły się różne działania związane z reklamą, w której biorę udział, wielka trasa koncertowa „Lata z Radiem”. Ale co możemy, to robimy. Maks jest świetnym kierowcą i uwielbia samochody. Gdy byliśmy w wesołym miasteczku, trzy razy jeździliśmy elektrycznymi samochodami i był zachwycony.

FILIP CHAJZER: To była partyzantka, bo zabroniłem im tego kategorycznie. Sam miałem wypadek na takim samochodziku cholernym i byłem szyty, więc oświadczyłem ojcu, że nie ma mowy. Ale jak widać, poszli sobie, a ja nawet o tym nie wiedziałem.

ZYGMUNT CHAJZER: Jedną ręką trzymałem Maksia, a drugą kierownicę, to było bezpiecznie.

FILIP CHAJZER: Kiedyś miałem motor, ale gdy w TVN Warszawa wysłano mnie na materiał do Instytutu Motoryzacji na Żeraniu i na własne oczy zobaczyłem crash test motocykla z samochodem przy prędkości 50 km na godzinę oraz zmiażdżony manekin, wróciłem do domu i tego samego wieczoru wystawiłem motor na Allegro.

GALA: Wychodzi na to, że sport to raczej ojciec?

ZYGMUNT CHAJZER: Łączy nas, jeśli chodzi o sport, jedno – kibicowanie i siatkówka. Filip się na niej zna i sam próbował odbijać.

FILIP CHAJZER: Z naciskiem na „próbował”.

ZYGMUNT CHAJZER: Natomiast ja bez sportu nie żyję. Muszę się ruszać, grać w siatkówkę, pływać. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym siedzieć, oglądać telewizję i nic nie robić. Sport jest poza tym dobrą formą wyładowania emocji.

FILIP CHAJZER: A ja pójdę do dobrej knajpy i też jestem zadowolony. Nie, no żartuję trochę. Gram w tenisa i badmintona.

ZYGMUNT CHAJZER: Myśmy sobie koło domu zbudowali specjalne boisko do badmintona. Jest super – pełna ,,profeska”.

GALA: Czyli mieszkacie razem?

FILIP CHAJZER: Już niedługo.

ZYGMUNT CHAJZER: Ale pewnie jeszcze przez jakiś czas.